Korona na zawsze?

Ręka w górę, kto czekał na finał miłosnej trylogii studentki i brytyjskiego księcia. Ja czekałam z dominującym uczuciem ulgi, że w końcu perypetie tej pary doczekają się swojego zakończenia. Po dość letnich recenzjach dwóch pierwszych tomów – Kochanki księcia i Sekretu księcia muszę przyznać, że… ostatni tom podobał mi się najbardziej. I nawet trochę mi szkoda, że ta historia dobiegła końca.

Alexander i Clara pokonali wiele przeciwności losu. Pokazali wszystkim niedowiarkom, że łączy ich szczere uczucie. W „Koronie na zawsze”, ostatnim tomie gorącej trylogii Genevy Lee czytelnik od pierwszych stron książki ma wrażenie, że wszystko prowadzi do finału na ślubnym kobiercu. Czy jednak Clarę i Alexandra czeka baśniowe „i żyli długo, i szczęśliwie”?

Żyli długo i szczęśliwie (?)

Clarą, jak każdą kobietą przed ślubem, zaczynają targać wątpliwości, czy postępuje słusznie. Chociaż nie wyobraża sobie życia bez Alexandra, wolałaby nigdy nie spotykać ludzi z jego otoczenia, który nią pogardzają i szczerze nienawidzą. Jak się później okaże, nie wszyscy członkowie rodziny królewskiej, którzy od początku wydawali się źli, będą tacy do końca. Poznamy motywacje ich postepowań i, kto wie, może spojrzymy na nich ciut łaskawszym wzrokiem?

Wracając jednak do Clary to czekające ją po ślubie zmiany nie są jedynymi problemami, z którymi musi się zmierzyć. Sexowny narzeczony coś przed nią ukrywa… Tajemnica ta, gdy wychodzi na jaw, sprawia, że życie Clary znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Do gry wraca jej były chłopak Daniel, który opuścił więzienie i znów śledzi królewską narzeczoną. Kiedy upomni się „o swoje”?

 

Miał rację. Groźba była wyraźna. Daniel wodził nas za nos, a my nie mogliśmy go złapać. To było niewytłumaczalne. Ten człowiek nie miał żadnego powiązania z armią ani policją. Na Oxfordzie studiował matematykę. A jednak umykał nam przez cały czas. 

 

Korona na zawsze

Kłamstwa, niedopowiedzenia, szalony wieczór panieński i wir przedślubnych przygotowań oraz walka o władzę to motywy przewodnie „Korony na zawsze”. Geneva Lee wplotła w ostatni tom trylogii znacznie mniej scen erotycznych niż we wcześniejsze dwa. Postawiła na więcej dramatycznych wydarzeń i muszę przyznać, że książka dużo dzięki temu zyskała. Nie jest to do końca opowieść ze słodkim happy endem – ktoś zginie. Nie chcę spojlerować, ale powiem Wam, że momentami emocje sięgają zenitu a napięcie w książce rośnie z każdym rozdziałem. Żałuję, że podobnych zwrotów akcji nie było wcześniej, ale widocznie autorka uznała, że jak kończyć, to z przytupem. Jest seksownie, ale i niebezpiecznie. Tajemnice wychodzą na jaw. Czas pokazał komu można ufać, a kto ostatecznie zawiódł…


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu: