Kiedy przyjaciel staje się wrogiem… – Lena Najdecka, „Rodzina Wenclów. Wspólnik”

rodzina_wenclow_wspolnik„Rodzina Wenclów” przez wydawcę zapowiadana jest jako „pierwsza polska saga o dorobkiewiczach”. Mimo, że nie każdego ten opis od razu zachęci, zdecydowanie warto sięgnąć po tą serię. Tu, jak i w prawdziwym życiu, pieniądz daje władzę, pozycję społeczną „przyjaciół”, wygody, luksusy, życie na poziomie. Za pieniądze można kupić wszystko i wszystkich, wystarczy po prostu dać odpowiednią cenę. Mogą one jednak przysporzyć również kłopotów. Zwłaszcza, jeśli pochodzą z nie całkiem legalnych źródeł.

Tytułowi Wenclowie, to typowa rodzina dorobkiewiczów. Stary Wencel, wykorzystując zmiany ustrojowe i uwłaszczenie nomenklatury we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, dorobił się niemałej fortuny, tym samym „ustawiając” swoich trzech synów i zapewniając im odpowiedni start w życiu. Najstarszy z nich, Paweł, jest współwłaścicielem dobrze prosperującej, prestiżowej kancelarii prawnej w Warszawie. Średni syn, Mateusz, jest dyrektorem działu marketingu w jednej z międzynarodowych korporacji. Jedynie najmłodszy Piotr wydaje się być oderwany od życia, podejmując próby znalezienia swojego celu. Młodzi, zamożni, mają wszystko, czego chcą, ekskluzywne samochody, mieszkania, domy, podróże i teoretycznie szczęśliwe żony.

Wszystko wydaje się być idealne, do czasu, aż mydlana bańka pęka i wszystko zaczyna się sypać, niczym domek z kart. Paweł podejrzewa żonę o zdradę, a wspólnik wydaje się chcieć go oszukać, proponując duży i szybki zarobek na pewnym interesie. Tylko czy aby na pewno transakcja jest tak bezpieczna i pewna? Czy to tylko urojenia, czy może jednak intuicja Pawła go nie zawodzi?

Pierwszy tom sagi to, zgodnie z okładkowym opisem, bezkompromisowa satyra na współczesną klasę średnią. To doskonały przegląd tej warstwy społecznej. Prawnicy – kobieciarze, cwaniacy, kombinatorzy i ich żony, idealne, bogate „kury domowe”, plotkujące z każdym i o każdym. Korporacyjni kierownicy, toksyczni, stosujący na każdym kroku mobbing i dążący po trupach do celu oraz szeregowe lizusy, liczące na to, że coś im skapnie w podziękowaniu za donoszenie. Artyści, negujący wszystko wokół nich dla zasady. Snobizm, romanse, zdrady, podłość. Intryga goni intrygę. Mimo szerokiego wachlarza postaci, nie ma tu chaosu, wszystko jest klarowne. Każdy bohater jest ciekawy, wnosi coś nowego do powieści i ma swoje, przysłowiowe pięć minut. Poznajemy jego zawodowe i osobiste życie. Dodatkowego realizmu postaciom dodaje stosowany przez nich język, korporacyjna nowomowa, prawnicze zwroty czy też wulgaryzmy, których autorka nie szczędzi chyba żadnej postaci.

„Wspólnik” to typowa powieść obyczajowa, obnażająca i ironicznie opisująca polskich dorobkiewiczów, z wplecionym interesującym wątkiem sensacyjno – kryminalnym. Wątek ten znajduje swoją kontynuację w drugim tomie sagi. Stworzone przez Lenę Najdecką historie są tak realistyczne i życiowe, że nie raz miałam wrażenie, iż czytam reportaż. Motyw toksycznej szefowej w korporacji i terroryzowanych przez nią podwładnych sprawił, że przez moment poczułam się jakbym czytała o sobie i moich korporacyjnych doświadczeniach. Takie sytuacje tylko potwierdzają realizm tej powieści.

Niech Was nie zmyli dość zawoalowany początek. To wielowątkowa, miejscami zabawna, trzymająca w napięciu powieść. Idealna lektura na zimowe wieczory przy kawie.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Erica

 ERICA-logoJPG