Kiedy ludzkość przekracza granicę, zza której nie można wrócić…

Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej z książek Manueli Gretkowskiej, jednak jej najnowszy tytuł bardzo mnie zaintrygował. „Na linii świata” jest pozycją wciągającą nie tylko przez ciekawie zarysowaną fabułę. Podczas lektury miałam wrażenie, że akcja książki ewoluuje, by ostatecznie przybrać nieoczekiwany zwrot. Jestem przekonana, że kiedy rozpoczniecie czytanie, nie zgadniecie, jaki finał będzie miała ta historia…

Główną bohaterką jest Natasza, studentka psychologii, która zarabia na życie rozbierając się na seksczacie. Prawdopodobnie robiłaby to nadal, gdyby jeden z jej klientów, zdolny inżynier pracujący w Dolinie Krzemowej, nie złożył jej zaskakującej propozycji. Tom jest autystykiem i genialnym programistą. Tymczasowo mieszka z kilkuletnim synem, który również przejawia objawy autyzmu. Mężczyzna proponuje Nataszy, by spisała z nim kontrakt i przyjechała w charakterze opiekunki do dziecka.

Fabuła, która ewoluuje

Czytając pierwsze rozdziały widzimy powieść obyczajową, która porusza różne problemy moralne i wciąga w świat ludzi z autyzmem. Manuela Gretkowska opowiada wszystko swobodnym językiem, pozbawionym cenzury i kwiecistych zwrotów. W zasadzie po kilkunastu stronach jej styl bardzo mi się skojarzył z „Buddą z przedmieścia” Hanifa Kureishiego. Jednak im bardziej zaawansowana fabuła, tym bardziej co innego wysuwa się na pierwszy plan. Pod tym względem autorka osiągnęła mistrzostwo. Z powieści obyczajowej przechodzi w klimat thrillera psychologicznego, a następnie w książkę science fiction z zaskakującym finałem.

„Nie była nigdy Marią Magdaleną, nie była prostytutką. Nie była figurką z katolickiej tapety. Meksykańskie problemy Simone pokolorowane komputerowo jej nie dotyczą. Typowe przeniesienie własnej traumy, puszczalska matka i ksiądz. Ale to prawda, obie są z odpustowo katolickich krajów. Polska tuż przed wyjazdem Nataszy ukoronowała Jezusa na króla wszechświata. Niewiele ją to obchodziło. Zwróciła tylko uwagę na podświadomy przekaz koronacji: król i poddani. Albo trzymasz ręce bezradnie złożone do modlitwy, albo poddajesz się i trzymasz je w górze”.

„Na linii świata” to tytuł niepokojący i zastanawiający. Wydawałoby się, że rozwój technologiczny, jaki znamy nie może iść dużo do przodu. Co jednak, kiedy zostanie przekroczona granica? Gdzie ona jest i co jest po jej przekroczeniu? Jestem pewna, że podobnej lektury jeszcze nie czytaliście i będziecie równie zaskoczeni jak ja.


Za książkę do recenzji dziękujemy: