Kiedy kochać to za mało…

Wiele książek i filmów z wątkiem romantycznym pokazuje nam, że miłość wystarczy, by osiągnąć szczęście. Tymczasem przeczytałam książkę, która stawia instytucję małżeństwa w zupełnie innym świetle. Uczucia nie zawsze są gwarancją, że życie z drugą osobą będzie bajką. Poznajcie książkę „Milion smutnych atomów” Jagody Wochnik, w której nie ma dobrych i złych bohaterów. Jest para, która się kocha, ale nie potrafi ze sobą być.

Życie małżeńskie obserwujemy zamiennie z perspektywy Amelii i Józefa. Są małżeństwem z kilkuletnim stażem, jednak już na samym początku widać, że nie układa im się najlepiej, choć wydawałoby się, że wszystko jest w porządku. Kto jest temu winien? W zasadzie nikt, a jednak dobrze nie jest, oboje cierpią na samotność.

Przełamać małżeński kryzys

Parę dopadła monotonia życia. Czytając poszczególne rozdziały co rusz możemy współczuć albo rozumieć daną perspektywę i żal wobec partnera. Już jesteśmy pewni, że widzimy winnego, aż autorka pokazuje nam, jak to wszystko wygląda z innej strony. I ponownie możemy przyznać rację. Relacje międzyludzkie są bardzo trudne, podobnie jak uczucia i emocje. Amelia i Józef coraz mniej spędzają czasu razem, a i to jest za dużo powiedziane. Siedzą, stoją, idą obok siebie, ale nie są razem, każde błądzi w zakamarkach swoich myśli, nie chcąc rozmowy.

Na domiar złego, kiedy małżeństwo przechodzi kryzys, w firmie Józefa zostaje zatrudniona atrakcyjna i młoda kobieta, a tuż obok mieszkania pary wprowadza się przystojny mężczyzna. Im bardziej Amelia i Józef oddalają się od siebie, tym chętniej spędzają czas z kimś innym. Dokąd to prowadzi?

Czy będzie happy end?

Jak wspomniałam, autorka bardzo brutalnie rozprawia się ze wszystkimi mitami na temat małżeństwa. Czytając książkę, można czasem mieć wątpliwości, czy wieloletnie małżeństwa pamiętają, co to szczęście. Być może w większości kochają się, ale jednak rutyna ochładza ich relacje, czyniąc je trudne do zniesienia. Polecam tą powieść przez jej nietuzinkowość i szczerość. Nie ma w niej żadnego lukru, za to jest bolesny realizm, który uderza w czytelnika już od pierwszych stron.

„Po tych sprzeczkach czuje się brudna i chora. Jakby ktoś wstrzyknął jej do krwi truciznę. Z trudem przypomina sobie, dlaczego jeszcze ze sobą są. Józef ją denerwuje, ale jednocześnie podziwia go za to, że on tak szybko przechodzi z tym do porządku dziennego. Jakby nic się nie wydarzyło. Jakby nic nie powiedzieli. On natychmiast zapomina i żyje dalej. Ona nie. Wybacza, ale nie zapomina. A jednak potem wciąż wstaje do pracy, wraca do tego mieszkania, robi Józefowi obiady, śpi z nim w jednym łóżku i uprawia seks. Może tak musi być, może na tym polega małżeństwo”.


Książkę objęłyśmy patronatem medialnym dzięki współpracy z: