Każdy ma swoje zielone słońce – Zbigniew Kowerczyk, „Zielone słońce”

zielone-slonce,big,390620Szukacie lekkiej lektury na wakacje lub urlop, która jednocześnie niesie ze sobą ważne przesłanie? Mamy dla Was coś odpowiedniego. Niezwykle mądrą powieść „Zielone słońce”, którą przeczytać powinien każdy. Przekonajcie się dlaczego.

W pewnym wrocławskim ośrodku dla niewidomych i niedowidzących dzieci i młodzieży rozpoczyna się kolejny rok szkolny. Jak co roku po wakacjach, po korytarzach internatu krzątają się stali bywalcy oraz nowi uczniowie. Nic nie wskazuje, że ten rok będzie inny od poprzedniego. Nic bardziej mylnego. W jednej z czytelni ośrodka, zaczynają dziać się niesamowite rzeczy, które zdecydowanie można zaliczyć do zjawisk z kategorii paranormalnych. Rozwikłaniem zagadki postanawia zająć się grupa najstarszych uczniów z podstawówki, pod przewodnictwem Krzyśka Banasia. Zadanie nie jest proste, zważając na fakt, że każdy z owej grupy chłopców i dziewcząt nie widzi całkowicie lub po prostu nie dowidzi. Ten „defekt” niejednokrotnie staje się przyczyną wielu zabawnych sytuacji. Co stoi za przyczyną nadnaturalnych zjawisk w czytelni? Czy Krzyśkowi i jego kompanom uda się rozwikłać zagadkę tajemniczych zdarzeń?

Kiedyś jeden z niewidomych harcerzy na jakimś obozie czy biwaku spojrzał tą swoją resztką wzroku, którą miał w niebo i poprzez drzewa słońce wydało mu się zielone. Ta nazwa się przyjęła. Nie znam dokładnie szczegółów, nie są zresztą istotne. Dla mnie ma ona znaczenie, hm… symboliczne. Kiedy ją pierwszy raz usłyszałem, a przed laty to było – pan Janek znowu się uśmiechnął. – Wiele rzeczy mi się rozjaśniło, poukładało w głowie. I ta nasza indywidualność, o której wspominałem, i te nasze światy, które tak różnorodnie odbieramy, i ta wspólność, która polega na dzieleniu się nimi…Inspirujemy się nawzajem i dzielimy sobą. Bogactwem własnych światów i osobowości.

Zbigniew Kowerczyk, Zielone słońce

Zbigniew Kowerczyk stworzył bardzo uniwersalną powieść. Z powodzeniem mogą po nią sięgnąć nastolatki, jak i dorośli. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Historia grupy domorosłych detektywów, próbujących rozwiązać internatowe tajemnice, szczególnie tajemnicę nawiedzonej czytelni, jest dynamiczna i wciągająca. Przywodzi mi na myśl, czytane przeze mnie w szkole podstawowej, książki z serii „Przygody Trzech Detektywów” Alfreda Hitchcocka. Podobnie jest tutaj. Z tą różnicą, że nasi „detektywi” są niepełnosprawni – nie widzą całkowicie lub niedowidzą, co momentami utrudnia im działanie, jednocześnie powodując zabawne sytuacje.

„Zielone słońce” to książka z przesłaniem. Zbigniew Kowerczyk pokazuje, że niepełnosprawność bohaterów jego powieści nie przeszkadza im w niczym. Żyją tak, jak ich w pełni sprawni rówieśnicy. Bawią się, uczą się, rozrabiają, biorą udział w życiu kulturalnym, tak samo jak inni. W niczym nikomu nie ustępują, są tak samo wartościowi. Po prostu w pewnych kwestiach korzystają z udogodnień techniki, przygotowanych z myślą o ich niepełnosprawności, o ułatwieniu im życia codziennego. Nie należy patrzeć na innych przez pryzmat ich chorób czy dysfunkcji. Każdemu należy dać szansę i traktować na równi ze wszystkimi.

Autorowi nie udało się uniknąć jednak niedociągnięć. Przyznam, że początkowo książka bardzo mi się dłużyła. Autor wprowadza nas w życie ośrodka, jego topografię, postaci, powiązania między nimi itp. Niestety jest to dość rozwleczone, co przy drobnej czcionce i minimalnych odstępach między wierszami w tekście, jest bardzo męczące. W trakcie czytania pojawiają się również niewiele wprowadzające do całości opisy, które działają nużąco na czytelnika.

Największym minusem książki jest jej wydanie, czyli wspomniana wcześniej czcionka oraz odstępy. Minimalny odstęp między wierszami i drobna czcionka są po prostu utrudnieniem w czytaniu. Zwłaszcza dla nieco zmęczonego wzroku lub dla kogoś, kto jak ja, ma astygmatyzm. Zdecydowanie lepiej czyta się teksty, które mają szersze odstępy między wierszami. Być może zabieg ten został zastosowany by zmniejszyć objętość książki, która obecnie ma 309 stron. Zapewne ilość ta by się podwoiła, choć osobiście wolę czytać grube książki, które mają bardziej standardowy rozmiar czcionki i odstępów.

„Zielone słońce” to historia, którą powinien przeczytać każdy, czy to młodszy, czy starszy, czytelnik. Być może dzięki niej, inaczej spojrzy na osoby niepełnosprawne, często spotykane w swoim otoczeniu i spojrzy na nie, nie przez pryzmat ich niepełnosprawności, a zobaczy w nich takich samych ludzi, jak on sam.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Papierowy Motyl

logo_papierowy1