Johannes Schachmann. Życie i czasy – Mateusz Piątkowski, Jacek Kuziemski

Chciałam Wam dziś zaproponować coś innego niż zwykłe książki. Komiks, z nutką historyczną, pełny humoru i bawiący do łez.

Johannes Schachmann (1595 – ?). Urodził się w rodzinie o długich tradycjach kupiecko-magicznych. Uważany za najpotężniejszego czarnoksiężnika w Lidze Hanzeatyckiej. Posiadacz Włóczni św. Maurycego i dwóch egzemplarzy Świętego Graala. Dwunastokrotny Wielki Mistrz Sztuk Tajemnych. Pogromca duplikatów z wymiaru deltaP12. Wynalazca maszyny thaumo-elektrycznej. Tyle na temat tej postaci mówią podręczniki i opracowania historyczne. A jakim człowiekiem Schachmann jest naprawdę? Jakie są jego relacje z najbliższymi? Co robi, gdy nikt nie patrzy? Tego wszystkiego dowiecie się z komiksu Mateusza Piątkowskiego i Jacka Kuziemskiego.

Kiedy tylko zobaczyłam okładkę komiksu, a na niej postać głównego bohatera, coś zaiskrzyło. To był impuls, znak mówiący, że muszę sprawdzić, co takiego znajdę w środku. Może to te oczy Schachmanna mnie przywoływały. Na szczęście wydawnictwo na swojej stronie przygotowało podgląd kilku stron, które tylko utwierdziły mnie, że będziemy się wspólnie dobrze bawić. Ani przez moment się nie myliłam.

To rewelacyjny komiks przede wszystkim dla dorosłych czytelników, aczkolwiek i starszym nastolatkom również powinien się spodobać. Składa się na niego dziesięć opowieści oraz nietypowe „dodatki”. Znajdziecie tu mnóstwo odniesień historycznych i kulturowych. Wszystko zostało okraszone ogromną dawką, również slapstickowego, humoru. Niewybredne teksty i sytuacje nie raz rozbawią Was do łez.

Mam nadzieję, że to dopiero początek i dostaniemy jeszcze więcej przygód pechowego czarodzieja i jego świty krasnoludków, bo duet Piątkowski i Kuziemski to połączenie warte uwagi, które koniecznie trzeba zapamiętać. Ten pierwszy ma rewelacyjne poczucie humoru i wyczucie, wymyślając coś, co przyciągnie uwagę. Ten drugi zaś również ma w sobie coś rewelacyjnego, a jest tym jego talent do rysunku i świetna kreska.

Komiks w Polsce jest niestety dziedziną bardzo niedocenianą, raczej niszową, kojarzącą się najbardziej z przedrukami amerykańskich historii o superbohaterach. A przecież mamy mnóstwo twórców, których warto docenić. Ich rewelacyjne pomysły na scenariusze i przede wszystkich ciężką pracę przy rysowaniu każdego kolejnego okienka.

„Johannes Schachmann. Życie i czasy” to sto stron kipiących humorem, opakowanych w twardą oprawę. Monochromatyczne rysunki dodają całości smaku i jednocześnie nie odciągają od założonego scenariusza. Jeśli macie w swoim otoczeniu fana komiksów (niekoniecznie tych superbohaterskich), to macie dla niego gotowy pomysł na prezent na każdą okazję.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu