„Jeszcze więcej nieboszczyków, czyli śledztwo z pazurem” – Małgorzata J. Kursa

Pamiętacie demonicznego kota-mordercę Belzebuba z powieści Nieboszczyk wędrowny? Czarny kocur powraca w wielkim stylu, by znów siać postrach i wywoływać salwy śmiechu, a przy okazji pomóc policji rozwiązać kilka podejrzanych morderstw. 

W Kraśniku ginie w tajemniczych okolicznościach młoda kobieta Bożena Szklarska. Początkowo wszyscy uznają jej śmierć za nieszczęśliwy wypadek i powoli zapominają o całej sprawie. Do czasu, aż Marylka, będąca na spacerze z Belzebubem, zauważy zwłoki kolejnej kobiety…

Przysunęła się bliżej i przykucnęła. I wtedy to zobaczyła. Spomiędzy pokrzyw wystawała dłoń z pomalowanymi na wściekły róż paznokciami.

Przez chwilę Marylka patrzyła na nią bezmyślnie, aż wreszcie w jej umyśle pojawił się ciąg skojarzeń. Nieruchoma damska ręka, parzące pokrzywy, Belzebub z wyraźną dumą łypiący na znalezisko… Cholera, już kiedyś zdarzyło jej się coś podobnego! Tylko zamiast sztywnej damy w roli głównej wystąpił sztywny kurhanek, a w rolach drugoplanowych, zamiast łąkowego zielska, domowe paprotki. Za to pupil Marylki był tak samo zadowolony jak teraz… Jezus, Maria, trup! Belzebub przyprowadził ją do trupa!

 

Od tej pory żadna mieszkanka Kraśnika nie może czuć się bezpieczna. Ofiar przybywa, a policja rozkłada bezradnie ręce. Nie potrafią znaleźć żadnego motywu, ani jakiegokolwiek powiązania między zamodowanymi kobietami. Wtedy z pomocą przychodzi im kot z piekła rodem — nie dość, że zawsze jest pierwszy na miejscu zbrodni (wraz z nieszczęśliwą z tego powodu Marylką), to jeszcze pomaga schwytać groźnego mordercę. Kim się okaże? Będziecie zaskoczeni…

Komedia pomyłek

Małgorzata J. Kursa jest w świetnej formie, co widać w jej najnowszej książce. Salwy śmiechu podczas lektury gwarantowane – sama momentami płakałam ze śmiechu. Bawią opisy, bawią dialogi i sytuacje. Trochę safandułowate małżeństwo, do tego kot wywodzący się chyba z czeluści samego piekła plus niezbyt rozgarnięci policjanci i mamy przepis na udaną komedię.  Ta książka sprawi, że na chwilę oderwiecie się od rzeczywistości i przeniesiecie do malowniczego Kraśnika.

 

Żadnemu z nich nie zaświtała w głowie myśl, że winowajcą może być Belzebub. Może to i dobrze, bo gdyby Marylka zobaczyła swojego czarnego pieszczocha przemykającego po schodach z nożem w zębach i miną płatnego zabójcy, z pewością przeżyłaby szok.  

 


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy: