„Jesteś moją anomalią” – Whitney G., Turbulencja

Jeśli szukacie lekkiej, zabawnej lektury, która wielokrotnie rozbawi Was do łez, to trafiliście idealnie. Whitney G. i jej niewątpliwe poczucie humoru zasługują na uwagę. Zapraszam na recenzję kolejnej gorącej premiery ostatnich tygodni.

Gillian Taylor powoli układa swoje życie, starając się zdobyć pełnoetatową pracę stewardesy w liniach lotniczych Elite Airways. Ciężko pracuje na swój sukces, mając idealnego mężczyznę u boku.  Jednak ten ideał okazał się mieć poważną skazę i regularnie zdradzać ją pod jej nieobecność w mieście. Jej życie ponownie wywraca się, gdy przyjaciółka i współlokatorka namawia ją na udział w zamkniętej imprezie ze znanymi osobistościami. Na miejscu poznaje diabelnie przystojnego i zarozumiałego Jake’a Westona, z którym spędza namiętną noc. Ich historia miała zakończyć się wyłącznie po kilku orgazmach, po tym, jak po fakcie poszli własnymi drogami. Jednak po tym niespodziewanie spotkali się ponownie. Na pokładzie samolotu. Ona była stewardesą na tym locie, a on okazał się być pilotem i kapitanem samolotu. Piekielnie dobrym i utytułowanym, mimo swojego młodego wieku. Bez względu na etyczne wątpliwości, zdecydowali potajemnie spotykać się wyłącznie na seks bez zobowiązań. Prosty układ, proste zasady, bezpieczne serca. Zaczynają szaloną, seksowną, podniebną podróż, pełną namiętności na lotniskach, w hotelach i różnych miejscach na ziemi. Jednak tajemnicze telefony, skrywana przeszłość i problemy rodzinne dopadające Jake’a komplikują ich układ. Problemem stają się także rodzące się uczucia, dopadające Gillian. W końcu będą musieli skonfrontować swoje oczekiwania wobec siebie, wiedząc, że może ich to zniszczyć. Żadne z nich tego nie planowało.

Zabawnie i tajemniczo

Ta książka od pierwszego rozdziału wywoływała u mnie salwy śmiechu. Whitney G. zdecydowanie ma poczucie humoru i potrafi rozbawić czytelnika, choć myślę, że również duża zasługa należy tu do tłumacza. Stanął na wysokości zadania i znakomicie przełożył książkę na nasz język. Wredne docinki, cięte riposty, zabawne dialogi i sceny, to chleb powszedni tej powieści. Nie myślcie jednak, że jest wyłącznie zabawnie, słodko – cukierkowo. Jest tu miejsce na nieco dramatycznych wydarzeń i ciekawych, zaskakujących zwrotów akcji. Whitney G. oprócz wątku romansu głównych bohaterów, wprowadziła kilka bardzo interesujących wątków pobocznych związanych z przeszłością Gillian i Jake’a, a prowadzących do ich obecnej sytuacji, czyli momentu, kiedy pierwszy raz spotkali się na imprezie na dachu. Krok po kroku, w trakcie, jak rozwija się akcja, autorka ujawnia kolejne elementy układanki związanej z przeszłością tej dwójki. Drobne sekrety, niedopowiedzenia, niewyjaśnione sprawy, które, im bliżej końca, tym bardziej tworzą spójną całość. Whitney G. nie pozostawiła porzuconych i niewyjaśnionych wątków. Każdy najdrobniejszy wprowadzony element został pleciony w całość i ma swój finał.

Jeśli lubicie zarozumiałych, aroganckich, bezczelnych samców alfa, to z całą pewnością polubicie Jake’a Westona. Ten facet potrafi zawstydzić nawet najbardziej cierpliwą i pewną siebie kobietę. Świadomy swoich fizycznych walorów i atrakcyjności, nie waha się wykorzystywać swoich atutów by osiągnąć to, co zaplanował lub na czym mu zależy. Robi wyłącznie to, co on chce, nie to, co się mu każe. Znany jest ze swojej krnąbrności i niewyparzonego języka, bez względu na miejsce, w którym się znajduje. Nie przeszkadza mu to jednak w byciu znakomitym pilotem i posiadaniu osiągnięć, których dokonał mało kto przed nim, szczególnie w tak młodym wieku. Gillian polubiłam za jej charakter i podejście do życia. Mimo, iż pochodzi z bardzo zamożnej rodziny, postanowiła robić to, co w życiu kocha najbardziej, a nie to, co zaplanowali jej rodzice lub co wypada robić przed bogatymi znajomymi rodziny. Wszystko, co osiągnęła, zdobyła ciężką pracą, która dla je bliskich byłaby powodem do wstydu. Jednak ona się nie poddaje i nadal brnie do wyznaczonego sobie celu.

I tak oto znowu czytałem w prasie o tym, jak kto namieszał w moim życiu, zamiast usłyszeć o tym osobiście. Znowu zostałem wykorzystany i zdradzony, a ktoś, kogo naprawdę kochałem, okazał się tylko kolejnym rozczarowaniem. Jak wszyscy inni.

 

Książka podzielona została na trzy części, zatytułowane kolejno: Terminal A, B i C, z odpowiednimi, wymownymi podtytułami. Każdy z rozdziałów ma również nietypową numerację. Nie znajdziecie tu standardowej nomenklatury, czyli rozdziału 1, 2 ,3 itp. Każdy rozdział to kolejna bramka lotniskowa, w zależności od terminalu, w którym jest umieszczony. W ten sposób mamy Bramkę A1, A2, B8, B9 czy C50. Zwraca to na siebie uwagę, ze względu na swoją nietypowość. Poza tym, autorka w oryginalny sposób wskazała umiejscowienie toczącej się w danym rozdziale akcji. Poniżej numerów bramek znajdziemy trasy samolotu, na których wydarzenia mają miejsce, wraz z międzynarodowymi symbolami konkretnych lotnisk. I tak mamy np. Portland (PDX) à Dallas (DAL) à Londyn (HTW) czy Nowy Jork (JFK) à Dubaj (DXB). Narratorami rozdziałów są zarówno Gillian, jak i Jake. Dodatkowo, dla urozmaicenia, autorka wprowadziła bardzo emocjonalne wpisy Gillian na prowadzonym przez nią blogu, wraz z komentarzami jej hejterki i jednocześnie jedynej czytelniczki oraz smsy i e-maile, które wymieniali pomiędzy sobą bohaterowie. Znajdziecie tu także nagłówki najbardziej poczytnych gazet, związane z wydarzeniami mającymi miejsce w książce. Te wszystkie detale znajomicie ubarwiają powieść.

Whitney G. w „Turbulencji” umieściła kilka ciekawych motywów, które świetnie wzbogacają tę historię. Ale jakie to motywy konkretnie, tego Wam zdradzić nie mogę, gdyż byłyby to zbyt duże spoilery psujące zabawę podczas lektury. Musicie uwierzyć mi na słowo.

Książka, która uzależnia

Ta książka uzależnia, pochłania, nie pozwala się od siebie oderwać. Autentycznie zarwałam noc z „Turbulencją”. Nie mogłam jej odłożyć, musiałam poznać tajemnice Jake’a i jego rodziny skrywane przed całym światem, a także wiedzieć, jak potoczyła się ich relacja, szczególnie po tym, co autorka zaserwowała w prologu. Dosłownie padłam ze zmęczenia na jakieś siedemdziesiąt stron do końca książki, ale dokończyłam ją natychmiast po przebudzeniu. I mam tylko jeden wniosek. Ja chcę więcej turbulencji, więcej zarozumiałego Jake’a i wiecznie gadatliwej Gillian. Na szczęście autorka opublikowała trzydziestoośmiostronicowy epilog, który można za darmo pobrać m.in. na Amazonie. Już znalazła się na moim czytniku i dzisiejszy wieczór umili mi towarzystwo tej niepokornej dwójki.

Bardzo spodobał mi się styl pisania Whitney G., dlatego cieszę się, że już wkrótce Wydawnictwo Kobiece wyda kolejne dwie powieści (seria) tej autorki, tym razem z romansem biurowym w roli głównej. Niecierpliwie na to czekam. A do tej pory zachęcam Was do sięgnięcia po „Turbulencję”, myślę, że nie zawiedziecie się.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy