Jak poderwać drania. Ezekiel – Sara Ney

Myśleliście, że prawdziwi dranie nie istnieją? Zeke przekona Was, że jest zupełnie inaczej. Szykujcie się na dużą dawkę oburzenia tym, co przeczytacie.

Ezekiel „Zeke” Daniels to największy drań, jaki chodzi po kampusie. Kapitan drużyny zapaśniczej, jedynak bogatych rodziców i prawdziwe ciacho, który kobiety traktuje przedmiotowo. Zalicza i zostawia. Ma problem tylko z biologią, przez które może wylecieć ze swojej drużyny. Jego jedynym ratunkiem jest Violet DeLuca, studentka, która dorabia jako korepetytorka. Dziewczyna jest jego całkowitym przeciwieństwem. Spokojna, nieśmiała, chętnie wspierająca innych. Kiedy ich drogi się krzyżują, Zeke odkrywa, że nie tylko chce przespać się z Violet, ale również chce się nią zaopiekować. To uczucie jest dla niego tak nowe, że odruchowo próbuje je w sobie stłumić.

Czy prawdziwy drań może się zmienić? Czy dziewczyna z sercem ze złota może je stracić dla jednego mięśniaka? A może ten cały Zeke tylko udaje takiego złego i też potrafi kochać?

Zeke jest chamem, bucem, prostakiem, ma niewyparzoną gębę i chyba nie potrafi z nimi rozmawiać w normalny sposób. Z szacunkiem do swojego rozmówcy. To słowa, które najlepiej jego opisują. Odstrasza wszystkich od siebie, nie pozwalając się do siebie nikomu zbliżyć. Nie wzięło się to znikąd. To jego mechanizm obronny. Czym spowodowany? Porzuceniem przez rodziców. Nie takim dosłownym. Nie oddali go do adopcji czy coś w tym rodzaju. Po prostu nigdy nie mieli dla niego czasu. W pogoni za sukcesem i pieniędzmi nie poświęcali mu czasu, podrzucając to tu, to tam. A gdy już udało im się osiągnąć to, co zaplanowali i zdobyć fortunę, postanowili odpoczywać i zwiedzać świat. Bez niego. Nie było ich przy nim w ważnych i trudnych momentach życia. Nie interesowali się i nie interesują nim po chwilę obecną. Dają mu pieniądze, by mieć spokój, nie zdając sobie najwyraźniej prawy z krzywdy, jaką zrobili i robią swojemu jedynemu dziecku. Przekłada się to na całe jego życie i kontakty z ludźmi.

Violet to jego stuprocentowe przeciwieństwo. Miła, pomocna, sympatyczna, otwarta w stosunku do każdego. Ciężko pracuje na to, co ma. Stara się związać koniec z końcem, dorabiając w każdy możliwy sposób, który jednocześnie nie będzie kolidował z jej studiami. Jedyne co ich łączy, to brak rodziców. W przypadku Violet, jest on dosłowny, gdyż rodzice dziewczyny zginęli w wypadku samochodowym, gdy miała zaledwie 4 lata. Są jak woda i ogień, piekło i niebo, a mimo to, coś ich do siebie ciągnie.

Uwielbiam Oza, czyli bohatera pierwszego tomu serii, jednak po przeczytaniu „Ezekiela” mam dylemat. Nie wiem, którego wolę bardziej. Moje serce zostało rozerwane, nie wiem jednak czy po równo. Nie mniej jednak, jeden i drugi jest wart uwagi. Każdy ma w sobie coś. A kiedy poznacie prawdziwe oblicze Zeke’a, którego on sam chyba nie jest świadom, a jeśli nawet, to znakomicie się jego wypiera, wówczas i Wy będziecie mieć równie duży dylemat, jak i ja. Będę się cieszyć, że nie jestem sama.

Sara Ney nie spuszcza z tonu i po raz kolejny otrzymujemy to, co dostaliśmy w pierwszym tomie. Kawał dobrej romantycznej komedii zawartej na stronach książki. Ale nie tylko. Tym razem autorka dołożyła jeszcze więcej dramatyzmu oraz coś głębszego. Kilka wątków skłaniających do przemyśleń nad tym, jak traktujemy innych, a także jak traktujemy siebie samych. I coś jeszcze. Nie zdradzę Wam więcej, nie chcąc spoilerować fabuły. Pomimo zastosowania pewnego schematu, który, co nie trudno się domyślić, zapewne zostanie zachowany do końca serii, czyta się ją szybko i przyjemnie. Momentami nie chciałam odkładać książki, bo koniecznie musiałam dowiedzieć się, co się wydarzy dalej.

Gwarantuję, że nie będziecie się nudzić podczas czytania. Będziecie za to śmiać się, wzruszać, przeżywać problemy bohaterów, dziwić się, wkurzać się na Zeke’a, mieć ochotę urwać mu głowę lub zrzucić ze skały, jeszcze bardziej wkurzać się na Zeke’a, wyzywać go od najgorszych i współczuć Violet oraz kolegom z drużyny, takiego towarzysza. Ale ostatnim, czego będziecie mogli doświadczyć, będzie nuda podczas lektury.

Z czym kojarzy mi się ta seria? Z kultowym już filmem „American Pie”, który za moich czasów licealnych był bardzo popularny wśród młodych widzów. Przygłupawym, momentami mocno żenującym, ale jednocześnie będących dobrą rozrywką, gdy potrzebujecie resetu. Kiedy czytam o niektórych bohaterach tej serii, mam skojarzenia z tamtymi postaciami. Mimo że nie była to wybita produkcja, to jednak pozostaje do niej sentyment. Być może to jeden z dodatkowych powodów, dlaczego tak dobrze czyta mi się książki z serii Jak poderwać drania.

Ten tom ma u mnie jeden, niestety wielki minus – okładkę. A konkretnie to okropną postać Zeke’a. W czym problem? Przyjrzyjcie się tej pikselozie. Wygląda, jakby ktoś wyciął postać ze zbyt powiększonego zdjęcia i wkleił ją na tło. Ten minus powiększa się jeszcze bardziej, gdy pomyślę, że Wydawnictwo Kobiece było do tej pory znane ze swoich niesamowitych, dopracowanych okładek. Dziwi mnie więc, że taki koszmarek został przepuszczony. Mam nadzieję, że to ostatnia taka wtopa i jestem w stanie przymknąć na to oko. Oby tylko więcej takie „kwiatki” się nie powtarzały.

Jestem bardzo ciekawa, ile czasu będziemy czekać na kolejny tom serii i kolejnego drania do poskromienia. Oby jak najkrócej.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu

  • Grazyna st.

    Wpisuję na listę do zdobycia. Faktycznie, okładka nie za bardzo wyszła Wydawnictwu..