Inspektor Braun vs. bractwo spirytystyczne

fabryka„Fabryka Pokory”, czyli najnowsza książka Piotra Schmandta o inspektorze Ignazu Braunie, bardzo różni się od poprzednich, chociaż pojawia się sporo znanych bohaterów, a akcja ponownie rozgrywa się w Wejherowie. Ze względu na czas, „Fabryka Pokory” jest tytułem, który teraz, przed Wszystkimi Świętymi jest wyjątkowo na czasie. Dlaczego? Bo właśnie w tym okresie Braun zawita do rodzinnego miasta żony. Bo pojawia się tajne bractwo, duchy, seanse spirytystyczne. Tak, trzeba przyznać, że teraz lektura może być wyjątkowo klimatyczna…

Zapracowany inspektor Braun otrzymuje upragniony urlop i wraz z Bernadetą jadą do jej rodziny do Wejherowa, aby tam spędzić czas z bliskimi i odwiedzić groby we Wszystkich Świętych. Nawet nie podejrzewa, że podczas jego obecności znów dojdzie do zbrodni, a policjanci będą potrzebowali jego pomocy. Co ciekawe, na zbrodnię czekamy blisko jedną trzecią książki, a autor stopniowo podkręca napięcie. Czytelnik wie, że dzieje się coś tajemniczego, że coś się stanie, coś niedobrego. Czytamy opisywane wydarzenia z życia Brauna, ale nie tylko. Tym razem patrzymy także oczami tajemniczego bractwa, które zajmuje się wywoływaniem duchów. Owiane tajemnicą spotkania, mroczne rozmowy… aż znikają dwie córeczki jednego z pracowników pana Pawła Pokory, właściciela fabryki, którego wyroby tytoniowe są eksportowane do wielu krajów.

„I nagle temperatura gwałtownie się obniżyła. Dreszcze wywołane napięciem zmieniły się w drżenie, jakiego doznają wszyscy, którzy w mroźny dzień wyjdą z domu bez należytego okrycia.

-Może jest już blisko – szepnęła wcześniej jedna z sióstr. – Czujecie chłód?

Tak wiele relacji ze spotkań, podczas których przybywali pośrednicy, mówiło o nagłym obniżeniu temperatury… Tylko przez moment spoglądali na siebie nawzajem, dla potwierdzenia własnego wrażenia. Jak na zawołanie utkwili wzrok w tablicy ouija.”

W pierwszych dwóch częściach („Pruska zagadka” i „Fotografia„) po nitce do kłębka czytelnik towarzyszy policjantom w śledztwie aż do zakończenia sprawy. W „Fabryce Pokory” też, choć konstrukcja książki wygląda inaczej. Tym razem widać pewną dwutorowość. Z jednej strony jest śledztwo, z drugiej bractwo. Przez tą kombinację można odczuć jeszcze większe wrażenie, że… czas ucieka, że jest go coraz mniej. Sama zbrodnia także wygląda inaczej. W książce nie brakuje smutku, wzruszeń, zaskoczeń i nagłych zwrotów akcji. Ale czy zakończenie może być szczęśliwe? Tego już nie zdradzę. Powiem tyle, że jestem zachwycona książką i jeśli chcecie wprowadzić się w listopadowy nastrój, koniecznie po nią sięgnijcie. Fanów inspektora Brauna zachęcam do odwiedzenia  strony poświęconej książkom z jego udziałem.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy

logo_large