Hush – E.K. Blair [patronat medialny]

Czekaliście na finał serii „Czarny lotos”? Oto przed Wami „Hush”. Ostrzegam, zanim po niego sięgniecie. Wbija w fotel. Czytacie na własne ryzyko.

Elizabeth Archer staje przed koniecznością zmierzenia się z przeszłością, przed którą nie da się uciec i o której nie da się zapomnieć. Niespodziewanie dowiaduje się, że ktoś z jej przeszłości, o którego śmierci była przekonana, żyje. Na dodatek jej stan psychiczny nie poprawia się, w czym ona sama ma ogromny i świadomy udział. Czy z pomocą Declana i jego bezgraniczną miłością, jest w stanie pokonać własne demony i ruszyć do przodu, pomimo przeciwności?

O ile „Echo” było bardzo mrocznym, pełnym napięcia thrillerem i dramatem z minimalną domieszką erotyku, o tyle w „Hush” wracamy do tego, co autorka zaserwowała czytelnikom w pierwszym tomie, czyli „Bang”. Znajdziecie tu dużo więcej erotyzmu niż w drugim tomie. Nie zmienia się za to ilość wątków i scen trzymających w napięciu, budzących niepewność i wywołujących niepokój. Jedna kwestia pozostaje bez zmian. To historia wyłącznie dla dorosłych, dojrzałych czytelników, lubiących mocne wrażenia.

Głównym narratorem ponownie jest Elizabeth. Oprócz niej pojawia się co jakiś czas także Declan, uzupełniając całą historię, dodając jednocześnie całości kolorów i kolejnych elementów tajemniczości. Jednak autorka postanowiła wprowadzić jeszcze kogoś. Tajemniczego narratora, którego tożsamości nie znamy niemal do samego końca, znamy natomiast jego plany. Jego rozdziały wprowadzają poczucie niepokoju podczas lektury, gdyż nie wiemy, kiedy będzie chciał się ujawnić i zaatakować. Zdradzę Wam tylko tyle, że nie jest to żadna z poznanych dotychczas postaci. To całkiem nowa, pojawiająca się po raz pierwszy, osoba.

Ktoś powiedział mi kiedyś, żebym nie kierowała się strachem, podejmując decyzje, ale tym razem nie miałam wyjścia. Na lewo – strach. Na prawo – strach. Wolałam bać się przy Declanie, niż bać się bez niego. Wybór był jasny. Myśli o Pike’u zbladły i pozwoliłam, aby Declan wypełnił całym sobą pozostałą po nich pustkę.

 

Jako że jest to finał, doczekamy się wyjaśnienia wszystkich poruszonych dotychczas wątków, bez względu na to, kogo dotyczą. Jeśli mieliście wątpliwości czy pytania dotyczące jakiejś sytuacji, czy też osoby, w końcu zostaną one rozwiane lub też uzyskacie na nie odpowiedź. „Hush” stanowi nie tylko zakończenie trylogii, ale jest również klamrą spinającą całość.

E.K. Blair to specjalistka od zrycia mózgu swoim czytelnikom. Na finał nie mogło być gorzej niż w przypadku poprzednich dwóch tomów. Mnóstwo momentów zaskoczenia, pozornego spokoju, niespodziewanych zwrotów akcji. Wydaje się Wam, że wiecie już, co za chwilę spotka naszych bohaterów? A tu BANG. Niespodzianka. Nic nie wiecie. Nie spodziewaliście się takiego zwrotu akcji. I tak jest do samego końca. DOSŁOWNIE. Jestem również przekonana, że samo zakończenie Was zaskoczy. Kiedy je przeczytałam, w mojej głowie krążyły wielkie znaki zapytania i jedno pytanie „czy to się dzieje naprawdę?”. Trzeba przyznać, że E.K. Blair mocno poniosła fantazja w tworzeniu zarówno finałowej sceny, jak i samej serii „Czary lotos”.

Kulturantki objęły powieść „Hush” patronatem medialnym, w związku z czym, w najbliższych dniach spodziewajcie się konkursu, w którym do zdobycia będzie egzemplarz tej powieści.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu