„Historie, w których nic się nie dzieje” – Igor Kulikowski

historie_okladkaZatrzymać chwilę, wsłuchać się w szum drzew i szept ptaków, cieszyć się pełnią szczęścia z krótkich momentów. Zatrzymanie czasu, to coś co wyczuwa się w każdym opowiadaniu Igora Kulikowskiego w książce „Historie, w których nic się nie dzieje”.

Książka składa się z kilkunastu opowiadań. W zasadzie, czytając je można by pomyśleć, że w ogóle się ze sobą nie wiążą. Bohaterami są obcy sobie ludzie, różnej płci, w różnym wieku, w różnym punkcie swojego życia. To, co jest charakterystyczne i wiążące, to śledzenie i analizowanie klatki filmu, wycinku ich życia. Autor, razem z bohaterem danego opowiadania, pochyla się nad bieżącą chwilą. Czytając można odnieść wrażenie, że czas stanął w miejscu. Jedna chwila, jeden krótki moment potrafi zmienić podejście do życia i własnych doświadczeń. Każdy rozdział porusza inne kwestie, w jednym jest motyw cieszenia się chwilą, w innym niestałość życia, w innym strach. Historie kończą się pewną puentą, kilkoma zdaniami, nad którymi czytelnik się zastanawia, które odnosi do tego, co zna z autopsji.

Poezja pisana prozą

Jeśli szukacie książek z wartką akcją i przygodami, tutaj tego nie znajdziecie. Wręcz można powiedzieć, że lektura przypomina przyglądanie się klatkom filmu w zwolnionym tempie. Istotne są szczegóły, detale, na które nikt na co dzień nie zwraca uwagi. Igor Kulikowski stworzył coś, co określiłabym mianem poezji pisanej prozą. Kluczem są zwykłe, codzienne momenty, czyli jak sam tytuł mówi „Historie, w których nic się nie dzieje”. Ten sam poranek, ta sama kawa, te same wspomnienia, a jednak coś jest inaczej, coś co sprawia, że ten jeden dzień jest inny i wyjątkowy.  Ciekawe jest też to, że akcje opowiadań rozgrywają się przez wszystkie pory roku.

„Nagle pojąłem coś, co trudno jest wyrazić słowami na jawie. Ale we śnie znaczenia nie potrzebują ubierać się w słowa, by być zrozumianymi. A chodziło mniej więcej o to, że nic naprawdę nie jest takie, jakim się nam wydaje. I że widziałem świat tylko z jednej strony, ze strony mojego okna. Tymczasem z jego okna widać było wszystko inaczej, odwrotnie, jak odbite w kałuży. Choć ja pozostawałem ten sam, istniałem dwa razy – inny w swoich własnych oczach i inny w jego oczach.”

Lektura, która zastanawia

Opowiadania są napisane bardzo charakterystycznym językiem, jest wiele opisów, a atmosfera jaka im towarzyszy jest z jednej strony trudna, z drugiej zastanawiająca, z trzeciej działa uspokajająco. Nie polecam czytać książki ciągiem, jednorazowo całej. Te opowiadania trzeba smakować, poczuć, wniknąć w nie. Wchodząc w kolejną opowieść, wyrywani jesteśmy z poprzedniej historii. Tą książkę trzeba sobie dawkować, by w pełni ją zrozumieć i przemyśleć.


Książka została objęta przez nas patronatem medialnym dzięki współpracy z

papierowy