Hanna Bakuła „Obłęd. Otello i singielka”

Jeśli lubicie książki, które się albo uwielbia albo nie znosi, ale nie pozostają obojętne, polecam książkę Hanny Bakuły „Obłęd. Otello i singielka”. Począwszy od oryginalnego podejścia do świata, a kończąc na równie unikatowym stylu, ten tytuł jest niepodrabialny. Dla jednych z Was będzie stanowił kwintesencję świetnego humoru, dla innych coś, przez co trudno przebrnąć. Jedno jest pewne – to wzbudzi emocje.

Autorka w niezwykle zabawny, często przerysowany i bardzo dosadny sposób opisuje relacje damsko-męskie, w których wszystko może się zdarzyć. Książka stanowi kontynuację losów dwóch osób: młodej artystki Molly i sporo starszego od niej Docenta. Pierwszej części nie czytałam, ale nie stanowiło to dla mnie szczególnej przeszkody w tym, by zagłębić się w lekturę drugiej. Co straciłam? Chyba przede wszystkim kształtujący się związek i uczucia między bohaterami. Kiedy rozpoczynamy czytanie drugiego tytułu, Docent przede wszystkim jest jedną wielką górą zazdrości, która całkowicie chce przygnieść ciężarem życie Molly.

Singielka z wyboru

Molly bardzo ceni sobie niezależność. Dzięki temu jest sobą. Jest artystką, potrzebuje oddechu i przestrzeni. Relacja z Docentem coraz bardziej ją przytłacza. Mężczyzna robi sceny zazdrości, nie raz irracjonalne. Najgorzej jest w sytuacjach, kiedy nadużywa alkoholu. Wszystkie te sytuacje rzutują na znajomości malarki. Wielokrotnie psują jej spotkania, a kobieta ma wszystkiego coraz bardziej dość.

Nieszablonowe podejście

Do tej pory być może brzmi to dość powszechnie. W końcu wiele książek ma podobne wątki, a jednak ta jest wyjątkowa, głównie przez zastosowany język. Ponieważ jak wspomniałam na wstępie, jest on nie do podrobienia, poniżej krótki cytat. Zaznaczę, że w podobnym stylu jest cała książka i jestem pod dużym wrażeniem kreatywności autorki.

„Słoiki mają to do siebie, że nie poprzestają na jednym pięćset plus. Chcą minimum tysiąc pięćset miesięcznie na spłacenie kredytów wziętych na wszystko. Słoik stoi w mieszkaniu należącym do banku i jeździ bryką należącą do banku. Słoik nie bywa singlem, bo to się nie opłaca ani kredytowo, ani podatkowo. Słoik haruje, jęcząc prostuje zasiedziane kosteczki, zwykle łysieje od klimatyzacji i niezdrowego jedzenia. Słoik miewa zawały w wieku trzydziestu pięciu lat i w tym samym wielu leczy impotencję lub pożera preparaty bez recepty, powiększające libido. Słowem: król życia”.


Za książki do recenzji dziękujemy: