Granica nie do przekroczenia – Colleen Hoover, Point of Retreat

Myślicie, że po życiowych zawirowaniach z pierwszej części, Colleen Hoover pozwoli odpocząć swoim bohaterom? Bardzo się mylicie. Przekonajcie się, co tym razem serwuje nam autorka, a wbrew pozorom, będzie się tu działo bardzo dużo.

Layken i Willa połączyło nie tylko uczucie, ale i podobne doświadczenia oraz potrzeby. Oboje stracili rodziców i muszą radzić sobie z wychowywaniem młodszych braci, będąc dla nich zarówno starszym rodzeństwem, jak i zastępując im rodziców. Doskonale się rozumieją, wspierając i uzupełniając. Wszystko wydaje się zmierzać ku szczęśliwemu rozwiązaniu. Jednak to, na co tak długo pracowali i czekali, zaczyna się rozpadać, gdy na drodze Willa pojawia się Vaughn, jego dawna miłość. Will odnawia i utrzymuje kontakty z Vaughn, nie informując o tym fakcie Lake, mimo że jest świadomy, iż ukochana dziewczyna może mu tego kłamstwa nie wybaczyć. Nie spodziewa się, że ta niewiele znacząca dla niego znajomość, może stać się początkiem końca związku, o który tak oboje walczyli. Czy Willowi uda się naprawić to, co zepsuł i odzyskać utracone zaufanie Layken, nim łączące ich więzy zostaną zerwane na zawsze?

Wydawać by się mogło, że po wzruszających wydarzeniach na koniec pierwszego tomu, w drugim będzie już tylko lepiej, a nasi bohaterowie będą żyć długo i szczęśliwie. Nic bardziej mylnego. Bajkowa historia, bajkową historią, a Colleen Hoover swoje napisać musi. Co dokładnie miało miejsce oraz jakiego rodzaju kłody pod nogi swoim bohaterom rzuciła autorka, dowiecie się, czytając książkę. Gwarantuję Wam, że nudzić się nie będziecie.

Czasami w życiu zdarzają się rzeczy, których nie planujemy. Wszystko, co możesz teraz zrobić, to pogodzić się z tym i zacząć układać nowy plan.

Jak to u Colleen Hoover, znajdziecie tu cały wachlarz emocji. Podczas lektury będziecie się śmiać, wzruszać, płakać, wstrzymywać oddech czekając na rozwinięcie sytuacji, denerwować, irytować, a może nawet wyzywać stworzonych przez autorkę bohaterów. Z całą pewnością nie będziecie obojętni podczas jej czytania. Tak się po prostu nie da w przypadku tej autorki. Na dodatek Colleen Hoover pisze w taki sposób, że trudno nie zaangażować się emocjonalnie w opisywane przez nią wydarzenia. W pewnym momencie czytelnik staje się niczym jeden z bohaterów i przeżywa wraz z pozostałymi spotykające ich wydarzenia. Nie bez powodu nazywana jest królową New Adult.

Tym razem do głosu dochodzi Will. To on jest narratorem „Point of Retreat” i opowiada wydarzenia tak, jak sam je widzi. W związku z mającymi miejsce dramatycznymi zwrotami akcji dotyczącymi nie tylko tej dwójki, ale i ich bliskich, zmiana ta była idealnym pomysłem. W końcu możemy wejść w głowę męskiego bohatera, który, mimo bycia bliskim ideału, ma także swoje za uszami. Ale co dokładnie, tego Wam już nie zdradzę.

– Czy wolałabyś, żebym wyglądał raczej jak Hugh Jackman, czy raczej jak George Clooney?

– Jak Johnny Depp.

Jak dla mnie ta odpowiedź była trochę za szybka.

– Do diabła, Lake, co to ma być? Masz odpowiedzieć: jak Will! Masz odpowiedzieć, że chciałabyś, żebym wyglądał jak ja!

– Ale nie wymieniłeś takiej możliwości.

– Nie było też mowy o Johnnym Deppie!

Nasi bohaterowie bardziej dojrzeli od czasu, gdy ich poznaliśmy w pierwszej części. Will nadal jest równie opiekuńczy i odpowiedzialny, jak wcześniej. Musiał podjąć wiele trudnych decyzji, by dojść do momentu, w którym się obecnie znajduje. Największą przemianę przeszła natomiast Lake. Jest dużo bardziej odpowiedzialna. Nie podejmuje już tak impulsywnych i niedojrzałych decyzji, kierując się wyłącznie emocjami. Pokazuje, że mimo wszystko zasługuje na bycie opiekunem swojego brata. Pojawiają się tu również ciekawe postaci drugoplanowe w postaci przyjaciół Willa, Lake i ich braci, ubarwiając doskonale tę powieść.

Także i tu pojawiły się przepiękne slamy napisane przez Willa, które raz po raz chwytają za serce. Przed lekturą tej serii nigdy nie spotkałam się z taką formą poezji i o ile za „typowymi” wierszami nie przepadam, to slamy pokochałam miłością bezgraniczną. Chętnie wzięłabym udział w takim wieczorze slamów, oczywiście jako obserwator, a nie jako osoba swój slam przedstawiająca.

Tytuł tej części ma również swoje ukryte znaczenie. Wiąże się on z pewną obietnicą, którą Will i Lake dali przed śmiercią Julii, jej mamie. Z tej obietnicy wyniknie nie raz wiele zabawnych, ale i również smutnych sytuacji.

Już wkrótce przeczytacie również recenzję ostatniego tomu trylogii, czyli „This girl”.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu