„Gracja i furia” Tracy Banchart

Wiele jest książek, w których światem rządzą mężczyźni, a kobiety nie mają żadnych praw. „Gracja i furia” Tracy Banchart jest jedną z nich. Książka przygodowa, fantastyczna, z feministyczną nutą. Czyta się ją jednym tchem, ale jednocześnie trudno wyobrazić sobie niewidoczne (i widoczne) kajdany na delikatnych nadgarstkach.

Najczęściej, kiedy książka rozpoczyna się od tego, że książę, władca, wybiera kobietę spośród wielu kandydatek, akcja kończy się wielką miłością, romansem. Tutaj niekoniecznie. Mało tego, kobiety są tak uprzedmiotowione, jak mało kiedy. Są jednak bohaterki, które nie mają zamiaru się temu poddać… Czy będą w stanie znieść konsekwencje?

Siostry, które zamieniły się rolami

Już na pierwszych stronach poznajemy dwie siostry: Serinę i Nomi. Pierwsza z nich jest od dzieciństwa uczona do roli Gracji, nałożnicy Dziedzica. Ma być posłuszna, oddana, umieć spełniać zachcianki. W ich kraju kobieta albo wyjdzie za mąż, albo jest służącą. Nie ma żadnych praw. Za najdrobniejsze przewinienia – pracę, czytanie, sprzeciwianie się, grozi surowa kara. Największy zaszczyt, jaki może spotkać kobietę i jej rodzinę, to zostanie Gracją. Serina ma szansę dostać się do pałacu i ma zabrać ze sobą Nomi jako swoją służącą.

Przez niepokorną naturę Nomi i chęć przeciwstawienia się zasadom, nieoczekiwanie ich role się odwracają. Nomi zostaje Gracją, czego bardzo nie chce, a Serina… za przewinienia siostry jest wywieziona na wyspę, gdzie czeka ją piekło. Obie zostały rzucone tam, gdzie mogą sobie nie poradzić… Czy odnajdą drogę do wolności?

Różne oblicza zniewolenia

Uwielbiam tę książkę, a jednocześnie nóż mi się otwiera, kiedy czytam o tak silnym zniewoleniu. W obliczu wielu kontrowersyjnych medialnych wypowiedzi czasem miewam wrażenie, że wcale nie jest to takie nierzeczywiste. W książce mamy do czynienia w zasadzie z dwoma światami. Jest złota klatka, w której Gracja ma wszystko, ale jest tylko niewolnicą swojego pana. Jest też wyspa, na której więzi się kobiety za „zbrodnie”. Walczą ze sobą na arenie niczym gladiatorzy ku uciesze strażników. Nie mają nic, ich życie jest zagrożone, a mają więcej wolności niż kiedykolwiek. Ponieważ nie mogłam oderwać się od lektury, już teraz wypatruję drugiego tomu „Królowa ruin”.


Za książkę do recenzji dziękujemy:

 

  • Grazyna st.

    Ciekawa i zachęcająca recenzja.