Forever My Girl – Heidi McLaughlin [patronat medialny]

Szukacie chwytającej za serce powieści, która wyciśnie z Was łzy wzruszenia i na długo zagości w Waszych głowach i sercach? Jeśli tak, to koniecznie musicie przeczytać „Forever My Girl” Heidi McLaughlin.

Liam Westbury i Josie Preston byli szkolną parą, zakochaną w sobie bez pamięci. Ona była cheerleaderką, on był gwiazdą szkolnej drużyny futbolowej. Liam planował w college’u grać w futbol, następnie dostać się do drużyny należącej do ligi zawodowej i poślubić ukochaną z liceum, z którą wiódłby długie i szczęśliwe życie. Niestety rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Chłopak porzucił studia i sport, by zostać gwiazdą rocka. Informacją o zerwaniu i wyjeździe złamał jej serce. Myślał wówczas tylko o sobie. Mimo że oddał duszę muzyce, nigdy nie zapomniał o miłości swojego życia. Gdy z artykułu w gazecie dowiaduje się o tragicznej śmierci swojego przyjaciela, postanawia odwiedzić rodzinne miasteczko. Pożegnać przyjaciela, ukrywając się przed wszystkimi. Nie spodziewa się, że ten krótki wyjazd, tak bardzo wpłynie na jego życie.

Heidi McLaughlin kupiła mnie w całości. Ukradła moje serce i spowodowała, że historia Liama i Josie trafia na półkę z ulubionymi książkami, do których lubię wracać. Żałuję tylko, że powieść jest tak krótka, bo liczy zaledwie dwieście pięćdziesiąt stron, a czyta się ją ekspresowo. Po prostu zbyt szybko się kończy. Ma to jednak również swoje plusy. Dzięki temu mamy wartką akcję, bez rozwlekania, a wyłącznie konkretne sceny z udziałem naszych bohaterów. Swoimi pomysłami na fabułę kilkukrotnie wzruszyła mnie do tego stopnia, że z moich oczu poleciały łzy. Mimo że fabuła jest dość przewidywalna i nie ma tu nic odkrywczego, z zapartym tchem śledzi się losy Liama i Josie. Nie każdy autor potrafi pisać w ten sposób.

Autorka rozdzieliła narrację pomiędzy Liama i Josie. Jest to idealne rozwiązanie w tym przypadku, biorąc pod uwagę, że nie widzieli się przez całe dziesięć lat, a w ich życiu w tym czasie zaszły ogromne zmiany. Pomiędzy narracją w czasie rzeczywistym, Heidi McLaughlin wplotła retrospekcje z ich czasów nastoletnich, będące wspomnieniami różnych wydarzeń, które między innymi przyczyniły się do ich rozstania czy też wpłynęły na obecne wydarzenia.

Chcę sprawdzić w telefonie godzinę, ale zamiast tego otwieram folder ze zdjęciami. Znajduję w nim fotografię innej dziewczyny, z którą spotkam się, gdy wrócę do domu, choć na razie nie wiem, co jej powiem. Dotykam kciukiem twarz ze zdjęcia. Wiem, że ona mnie nienawidzi. Sam siebie nienawidzę. Nagrała mi się na pocztę – powiedziała, że zniszczyłem jej życie. Od dziesięciu lat nie usunąłem tej wiadomości. Przenosiłem ją z komórki na komórkę, żeby tylko móc usłyszeć jej głos, gdy życie najbardziej dawało mi w kość. Potrafię przywołać każde nienawistne słowo, jakie skierowała pod moim adresem, kiedy byłem zbyt zajęty, aby odebrać od niej telefon, i tak się złożyło, że nigdy nie udało mi się oddzwonić.

 

Stara miłość nie rdzewieje?

Uwielbiam stworzonych przez Heidi McLaughlin bohaterów. Liam może nie wzbudzać sympatii od początku. Miałam wrażenie, że jest egoistycznym dupkiem, myślącym wyłącznie o sobie. Za swoje postępowanie mógłby być znienawidzony przez wiele osób. Jednak każdy medal ma dwie strony. Chłopak, bijąc się z myślami, postanowił podążać za marzeniami. Nie chciał swoimi decyzjami krzywdzić innych, choć oczywiście to zrobił, a jednocześnie nie chciał sam zostać skrzywdzony. Josie zaś jest tą, po której stronie staniecie od razu. Pokrzywdzona, porzucona przez miłość swojego życia. Pozostawiona sama sobie ze złamanymi obietnicami. To mądra, zaradna dziewczyna, która mimo ponownego pojawienia się dawnej miłości w jej życiu, nie rzuca wszystkiego dla niego, a stara się żyć tak, jak robiła to przez ostatnie kilka lat, życiem, które ułożyła sobie na nowo.

Jest jeszcze jedna kwestia, która mnie bardzo cieszy. „Forever My Girl” to dopiero czubek góry lodowej i początek serii Beaumont. Będę niecierpliwie wypatrywać zapowiedzi kolejnego tomu historii, która skradła moje serce od pierwszych stron. Jestem przekonana, że po tej lekturze, będziecie równie mocno wyczekiwać jej kontynuacji, jak ja.

Powieść „Forever My Girl” została przeniesiona na ekran i miała swoją premierę na początku 2018 roku. Nie dziwi mnie to, że ktoś postanowił nakręcić film na podstawie tej książki, ponieważ jest to idealna baza do stworzenia romantycznej historii. W wolnej chwili chętnie obejrzę ten film, choć po sprawdzeniu informacji o nim, doznałam szoku. Okazuje się, że z oryginalnych postaci zachowani zostali wyłącznie główni bohaterowie i ich imiona, a pozostałe postaci zostały zmienione. Sam Liam nie jest muzykiem rockowym, a country. Kilku innych zmian Wam nie zdradzę, by nie spoilerować książki. Mimo to wiem, że ciekawość weźmie górę i w końcu go obejrzę.

Kulturantki objęły powieść „Forever My Girl” patronatem medialnym, w związku z czym, już wkrótce będziecie mogli powalczyć o jej egzemplarz w organizowanym przez nas konkursie.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu