Flirciarz i romantyczka – Vi Keeland, Egomaniac

Vi Keeland znowu staje w centrum uwagi. Po przystojnych sportowcach przyszła pora na zadziornego i zarozumiałego prawnika. Poznajcie „Egomaniaca”.

Drew Jagger jest cenionym nowojorskim prawnikiem, specjalizującym się w rozwodach. Dla swoich klientów jest w stanie wywalczyć praktycznie wszystko, oczywiście za odpowiednią opłatą. Gdy po urlopie wraca do swojego remontowanego biura na Manhattanie, zastaje w nim dziką lokatorkę, Emerie Rose, której się absolutnie nie spodziewa. Na dodatek kobieta bierze go za włamywacza i grozi wezwaniem policji. Emerie okazuje się być młodą terapeutką małżeńską, która dopiero co przeprowadziła się do Nowego Jorku z Oklahomy. Jak się okazuje, wynajęła od oszusta, podającego się za pośrednika nieruchomości, gabinet, który jest własnością Drew. Nie dość, że ośmieszyła się przed seksownym prawnikiem, to na dodatek straciła oszczędności i nie stać jej na wynajem niczego innego. Drew proponuje Emerie układ. On pozwoli jej korzystać z biura, a ona pomoże jemu w pracy, zastępując przebywającą na zwolnieniu asystentkę. Zawodowo są całkowitymi przeciwieństwami. Ona próbuje naprawiać małżeństwa, a on je niszczy i kończy. Okaże się, że łączy ich nie tylko wspólnie zajmowana przestrzeń biurowa, ale także coś więcej.

Vi Keeland skradła moje serce romansami sportowymi. Najpierw był „Gracz”, a później trylogia „MMA Fighter”, w której przepadłam, sięgając po kolejne jej części. Im było dalej, tym bardziej utwierdzałam się w zdaniu, że Vi Keeland trafia do grona moich ulubionych autorów, po których książki mogę sięgać w ciemno, wiedząc, że nie zawiodę się. Mimo to, miałam pewne obawy, gdyż „Egomaniac” nie jest kolejnym romansem sportowym, a jej bohaterami są zapatrzony w siebie prawnik specjalizujący się w rozwodach i urocza, romantyczna terapeutka małżeńska. Mój niepokój był jednak zupełnie niepotrzebny. Ta historia okazała się strzałem w dziesiątkę i kolejną powieścią, która dała mi kilkanaście godzin znakomitej rozrywki.

Drew Jagger to kolejna męska postać o tym imieniu, którą uwielbiam. Pierwszy był Drew Evans z „Zaplątanych” Emmy Chase. Jeden drugiemu w niczym nie ustępuje. Przezabawny, zarozumiały i potrafiący w kilka chwil zawrócić w głowie każdej kobiecie. W swojej pracy jest bezwzględny i potrafi dopiąć swego. Nie jest jednak płytkim flirciarzem. Za jego zachowaniem stoją konkretne przesłanki. Jakie? Tego Wam nie zdradzę, musicie przekonać się sami. Ale mogę Was zapewnić, że Drew jest wart zainteresowania i grzechu.

A co z Emerie? To spokojna dziewczyna, która wierzy w ideały. Jest jednak nieco zbyt łatwowierna, w prosty sposób daje się manipulować, zupełnie nie będąc tego świadomą. Z tego powodu trafia do biura, którego właścicielem jest Drew, a także funkcjonuje w „przyjaźni” ze swoim sąsiadem, Baldwinem. Dopiero Drew budzi w niej głęboko ukryte pragnienia.

Pożądanie i przyciąganie

Relacja pomiędzy tą dwójką to coś, co rozwija się małymi kroczkami. Zaczyna się od nieporozumienia i dość żenującej sytuacji, która mogłaby się śnić każdej kobiecie w jej najgorszych koszmarach. Następne pojawia się pożądanie i wzajemne przyciąganie. Jednak, jeśli choć trochę znacie powieści Vi Keeland to wiecie, że na seksualnej chemii się nie kończy. To wszystko jest dopiero czubkiem góry lodowej, prowadzącym do wzruszającej i pięknej historii miłosnej. Ale czy będzie ona mieć happy end? Tego Wam nie zdradzę. Nie nastawiajcie się jednak na żadne pewniaki.

– Jakie masz hasło?

– Cipa.

– Niemożliwe. Na pewno właśnie je zmieniłeś.

– Nie. To moje ulubione słowo i to z wielu powodów. Przynajmniej raz dziennie myślę o cipkach. A poza tym nie ma nic lepszego niż ciasna…

– Jesteś zboczony.

– Mówi kobieta, której hasło to dupa.

 

Zabawne, lekkie romanse to coś, co wprost uwielbiam. Pozwalają oderwać się od rzeczywistości, nie myśleć o codziennych problemach, przenieść się na chwilę do świata naszych bohaterów i poobserwować ich wzloty i upadki. Bo jak nie trudno się domyślić, te drugie też tam znajdziecie. W końcu byłoby nudno, bez jakiegoś ciekawego zwrotu akcji, wprowadzającego nieco (mniej lub więcej) zamieszania do poznawanych wydarzeń. A tych znajdziecie tutaj naprawdę dużo. Vi Keeland funduje nam tak dużą ilość momentów zaskoczenia, niczym liczba zakrętów na kolejce górskiej.

Jako, że jest to lekki erotyk, znajdziecie tu oczywiście sceny seksu pomiędzy bohaterami. Jeśli jednak myślicie, że szybko je otrzymacie, bardzo się mylicie. Długo na nie poczekacie. Nie przepadam za historiami, w których jednym z podstawowych elementów fabuły jest seks, który znaleźć można praktycznie od pierwszych stron książki, w naprawdę dużych ilościach. To nie film porno, tylko książka, która ma poruszyć wyobraźnię i stopniowo budować napięcie. Na szczęście Vi Keeland zna się na swoim fachu i potrafi stworzyć pomiędzy bohaterami odpowiednią ilość pożądania, wystarczającą by zasilić energią kilka domów. Same sceny są opisane dość zmysłowo, pozostawiając czytelnikowi pole do uruchomienia wyobraźni. Nie dostaniecie wszystkiego podanego na tacy.

Fanów Vi Keeland zapewne ucieszy informacja, że już wkrótce będą mogli sięgnąć po kolejne powieści tej autorki, wydane przez Wydawnictwo Kobiece.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu