„Dziennik przetrwania. Zapiski niedoskonałej matki” Małgorzata Mroczkowska

Dzisiejsza propozycja w jednych wzbudzi ataki śmiechu, innym pozwoli nabrać dystansu do codziennych obowiązków, a jeszcze inni będą potakiwać głową, że tak w istotnie jest. Dlaczego? „Dziennik przetrwania. Zapiski niedoskonałej matki” Małgorzaty Mroczkowskiej, to tytuł opowiadający z poczuciem humoru o „urokach” macierzyństwa. Drogie mamy, jeśli macie momentami wszystkiego dość, koniecznie przeczytajcie! Panie w ciąży – sprawdźcie, co Was czeka! Wy, które nie macie dzieci, zobaczcie, z czym muszą się mierzyć matki. Zwłaszcza jeśli bezrefleksyjnie wypowiadacie swoje osądy.

Kiedy tylko przeczytałam pierwszych kilka zdań tej książki, wiedziałam, że to tytuł dla mnie! Zapowiadał niekontrolowane ataki śmiechu. I to się sprawdziło. Wszystko zostało opowiedziane w taki sposób, że nie można się nie śmiać. Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że to nie są wyssane z palca historie, to opis codziennych sytuacji, które mamy znają doskonale.

Matka mistrzem przetrwania!

Narratorką jest Sylwia. Sama książka jest tak skonstruowana, że nie ma jednej ciągłej fabuły. Są za to osobne historie. Przedstawione są konkretne sytuacje, które w zależności od tego, czy widzi matka czy nie-matka będą postrzegane inaczej. Sylwia ma dwójkę dzieci. Jak każda mama musi znać się na wszystkim. Wiedzieć, umieć, zrobić. Wielozadaniowa bohaterka, która zawsze wyratuje rodzinę z opresji.

„I co biedna matka może w takiej sytuacji zrobić? Udawać, że nie słyszy. Nie należy zbytnio tych życzeń śmierci analizować i przejmować się nimi, bo wiem z własnego doświadczenia, że za chwilę nasz niedoszły morderca, dodajmy dla jasności: trzyletni morderca, przybiegnie i z rozbrajającym uśmiechem na pyzatej buzi poprosi nas o kanapeczkę albo inne „kakałko”, które tylko mama potrafi przygotować tak, żeby smakowało najlepiej na świecie. I znowu świeci słoneczko i jest cudownie jak w reklamie. Aż do kolejnego napadu histerii, tym razem ze struny drugiego dziecka albo, co gorsza, męża, który również czuwa nad tym, żeby matce nie było za spokojnie”.

Komizm codziennych sytuacji

Zwariowana kobieta, walka z toną pieluch, humorami kilkulatków, własnymi potrzebami, ocenami społeczeństwa. Tak, wszystkie mamy to znają, ale Sylwia ubiera to w świetne słowa, więc ostatecznie czytamy wyśmienitą komedię. Książka przypomina kartki z kalendarza zapełnione anegdotami i żartami. Kiedy wspólnie z mężem zagłębiliśmy się w lekturę wieczorem, musieliśmy bardzo uważać, by napadami śmiechu i głupawki nie obudzić dziecka. Poczucie humoru w „Dzienniku przetrwania” jest wręcz zaraźliwe.


Za książkę do recenzji dziękujemy: