„Dożywocie” Marta Kisiel

Konrad Romańczuk to początkujący pisarz, który pewnego dnia dziedziczy położony na odludziu dwustuletni dom o wdzięcznej nazwie Lichotka. Początkowe zadowolenie szybko przeradza się w zdumienie, bo otrzymał gotycką willę z ekscentrycznymi mieszkańcami… 

Współmieszkańcami Konrada okazują się bardzo ciekawe postaci: Licho – anioł z alergią na pierze, Krakers – stwór z zacięciem kulinarnym, Szczęsny – dwustuletnie widmo panicza, który za życia był seryjnym samobójcą i niespełnionym poetą, Zmora – kotka z ostrymi jak brzytwa pazurami oraz cztery utopce. Lokatorzy psują plany Konrada, który marzył o zaszyciu się w domku na odludziu i napisaniu dzieła swojego życia…

Licho nigdy nie śpi

Do tej pory Marta Kisiel dała mi się poznać jako Ałtorka książki Małe licho i tajemnica Niebożątka. Przy okazji tej lektury bawiłam się znakomicie. Nie inaczej było przy spotkaniu z Dożywociem – tu również Marta Kisiel operuje lekkim i przepełnionym humorem stylem pisania, dzięki czemu kartki praktycznie przesuwają się same, a lektura znika w zastraszającym tempie. Marta Kisiel bawi się popkulturą, sprawnie żongluje znanymi motywami i frazesami. Jej specyficzna lektura przypadnie do gustu czytelnikom, którzy lubią się pośmiać i lubią nietypowe konwencje. Książka ta zaskoczy Was wiele razy w trakcie lektury. W czytanym przeze mnie wznowieniu Dożywocia Marty Kisiel znajduje się premierowe opowiadanie Szaławiła – nie lada kąsek dla fanów Ałtorki. Mam nadzieję, że ono również się Wam spodoba i obudzi nieznane siły, który czekają w ukryciu.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Uroboros: