„Dom bez okien” Nadia Hashimi – w afgańskim więzieniu dla kobiet

Czytając każdą kolejną książkę Nadii Hashimi, mam wrażenie, że jest jedną z tych autorek, których twórczość ewoluuje, a wszystkie następne tytuły znacząco różnią się od pozostałych. Pozornie mają to samo tło – Afganistan. Pozornie poruszają problemy afgańskich kobiet. Jednak każdorazowo fabuła jest tak zbudowana, że w niczym nie przypomina wcześniejszej książki. To pierwsze refleksje, jakie nachodzą mnie po lekturze „Domu bez okien”.

W stylu pisania autorki zakochałam się już przy okazji „Afgańskiej perły”, która opowiadała w dużej mierze o przymusowych małżeństwach i o tym, że kobiety nie mają żadnych praw. Wtedy byłam bardzo ciekawa jej najnowszego tytułu „Kiedy księżyc jest nisko”, w którym poruszany był temat napływających do Europy uchodźców. Niedawno premierę miał „Dom bez okien”, gdzie zderzają się brutalna rzeczywistość, wierzenia i… magia.

W afgańskim więzieniu

Ziba jest przeciętną Afganką. Matką. Żoną. Córką. Tak jest do czasu, aż wychodząc przed dom słyszy krzyk, a później widzimy ją nad zakrwawionym ciałem męża. Kamal nie żyje. Ziba stoi z jego krwią na rękach. Zabiła? Szybko zbiegają się sąsiedzi, a to, co zastają zdaje się jednoznacznie świadczyć o winie Ziby. Kobieta zostaje zabrana do więzienia dla kobiet. Czy czeka ją wyrok? I co właściwie się stało, czy jest morderczynią? Dopiero podczas jej pobytu w celi poznajemy jak wyglądało jej dzieciństwo, a potem małżeństwo z Kamalem. Dowiadujemy się o tym, że jej matka odprawiała czary, które były zaskakująco skuteczne. Jednocześnie obserwujemy inne współwięźniarki i to, za co były osadzone. Niektóre historie mrożą krew w żyłach, inne… są po prostu zaskoczeniem.

„Krewny doniósł na nią, że zadaje się z pewnym wdowcem wykonującym zawód kowala. Ściśle biorąc, widziano ich raz w parku wieczorową porą, jak spożywali razem posiłek […] Nie miało znaczenia, że przez całe życie była posłuszną i kochającą córką oraz siostrą. Ostatecznie jej matka, w obawie, że synowie postanowią ratować honor rodziny, utaczając krwi siostrze, zdecydowała się donieść na córkę policji.”

Tajemnica, magia… kryminał

Żadna z poprzednich książek Nadii Hashimi, nie była tak zawiła w konstrukcji. Owszem, pojawiały się tajemnice i sekrety, jednak tym razem jestem pod ogromnym wrażeniem. W jednej książce mamy powieść obyczajową, nieco magiczną, nieco dramatyczną, ale jednocześnie rozgrywa się akcja typowa dla kryminału. Prawnik Ziby usiłuje dociec prawdy, przesłuchiwać oskarżoną, która milczy, jej sąsiadów, rodzinę. Co rusz pojawia się coś nowego i zaskakującego. Smaczku dodaje matka Ziby i jej czary. Po lekturze „Domu bez okien” już zaczęłam się zastanawiać nad tym, co będzie przedmiotem następnej książki Nadii Hashimi, czy będzie jeszcze bardziej rozbudowana i wciągająca niż ta?

„- Co to będzie, madar dżan? – zapytała Ziba, kiedy jej matka wpatrywała się w zawartość garnka.

– Rada na twoją ciotkę, która próbowała nas oskórować oczyma – odpowiada Gulnaz. – Dzięki temu będzie miała zajęcie i przestanie wygadywać o nas takie straszne rzeczy […]

Ama Ferei miała twarz napiętą i zagniewaną. Skóra na jej nosie i wokół ust była popękana i łuszczyła się. Z włosów sypał się drobny łupież […] W drodze powrotnej do domu Ziba zerkała na promieniejącą w kremowym blasku księżyca twarz matki. Cudownie było być córką zielonookiej czarodziejki.”


Książkę objęłyśmy patronatem medialnym dzięki współpracy z: