Dojrzałość jest spokojem. „Traktat o łuskaniu fasoli” Myśliwskiego i „Stan poetycki” Miłosza

Czesław Miłosz

Nie nadążam za czasem. Zamiast czerpać z nowości, cofam się do tego, co minione. Mogłabym zmierzyć się z aktualnym „Uchem igielnym” Wiesława Myśliwskiego, ale wolę sięgnąć po „Traktat o łuskaniu fasoli”. Jednak swoim sposobem, nie mogę zrobić tego bezpośrednio, bez wspomnienia Czesława Miłosza.

Ilekroć wracam do Miłosza, wypadam z rzeczywistości. Czuję się odświętnie, miesza się we mnie wzruszenie z poczuciem zbliżania się do jakiejś prawdy objawionej. Po minucie lub kilku (niektóre teksty znam wyrywkowo na pamięć, rzut okiem przywołuje treść) oderwania od słów poety, z mikro zdziwieniem dostrzegam, że rzeczywistość nadal istnieje w spodziewanym stanie. Świat niezakłócenie pędzi, nie zauważywszy mojej chwilowej niedyspozycji.

Nie nadążam więc za czasem, bo niemożliwe bym była na bieżąco ze względu na moje rozpraszacze. Nie mogę przejść do „Traktatu […]” pomijając miłoszowy „Stan poetycki”*, który postrzegam jako doskonały prolog oraz epilog młodszej o 3 dekady powieści.

„Stan poetycki” – najprościej ujmując – to skondensowana mądrość i retrospekcja rezolutnego człowieka. Gdy pierwszy raz dane mi było przeczytać tych – zaledwie! – kilkadziesiąt wersów utworu, zapragnęłam raptownie „też tak mieć”. Posiąść spokój i dojrzałość właściwą osobie mówiącej, które pozwalają spojrzeć na przeszłość z wnioskami oraz bogatym podsumowaniem.

Kilkadziesiąt lat po wspomnianej rozprawie powstało inne, wielokrotnie doceniane dzieło, które dotkliwie przypomniało mi o tamtej tęsknocie za niedoścignioną harmonią: „Traktat o łuskaniu fasoli”.

Wiesław Myśliwski

Książka w moim odczuciu składa się z dwóch spójnych płaszczyzn, które zasługują na szczególne docenienie i podkreślenie: treści oraz formy. Niemal niekończąca się tyrada narratora pozwala na płynne obserwowanie zmieniających się kliszy – historii życia. Nawet liczne dygresje i chwilowe opuszczanie wątku nie wprowadzają poczucia naruszenia płynności.

Uważam, że przedstawiona historia jest tak przejmująca i angażująca dlatego, że stanowi uniwersalny kolaż egzystencji każdego z nas. Nieważne, że ja nie przeżyłam wojny, a Ty nigdy nie chciałeś posiadać saksofonu. Zrobił to za nas bohater Myśliwskiego. Najbardziej poruszające i wręcz dające się poczuć wspomnienia codzienności: wojennej, powojennej, emigracyjnej i lokalnej nie stałyby się zrozumiałe oraz bliskie przez patos, a przeciwnie. Słowa oddziałują o tyle, o ile są zrozumiałe i  autentyczne. Mężczyzna z fasolą w rozważaniach na temat swego przemijania artykułuje, nazywa to, co jest udziałem niemal każdego z nas, a czego niejeden nie potrafi ująć w karby słów. Zupełnie, jak gdyby myślał myśli moje czy Twoje.

Nie mniej fascynująca jest przyjęta forma. Ależ zazdrościłam autorowi… Znalazł, w moim poczuciu, idealny modus operandi. Przypisał literackiej postaci nieskrępowany wywód składający się z własnych, fenomenalnych przemyśleń. Nieco inaczej powinnam sformułować: kontemplacje dotyczące przyziemności oprawione zostały w niesamowicie starannie dobrane zdania. Nie sposób uznać, że pisarz po prostu myśli w sposób piękny, w dodatku bardzo klarowny w odbiorze, co jest niewątpliwą wartością dodaną.

Odkąd pamiętam, podczas czytanych lektur notuję oraz fotografuję fragmenty, które z różnych powodów uznaję za znaczące. Z „Traktatem […]” mam tę zagwozdkę, że chcąc zachować istotne kwestie, musiałabym prawdopodobnie powielić, jeśli nie całość, to treść znacznych rozmiarów.

Nie będę powtarzać uznania dla kunsztu pisarskiego Myśliwskiego, ponieważ napisano i powiedziano już wiele, najpewniej nie dodałabym niczego nowego. Tym, co poczytuję za bardzo ważne, jest fakt, że monolog będący rozbudowaną refleksją filozoficzną zawiera w sobie możliwe wszystkie elementy, sytuacje i emocje związane z bodaj każdym życiem. Ukazując je, podejmuje z należytą wagą, docenia i jakby mimochodem omawia. Owe części składowe ostatecznie formują uniwersalny obraz, z którego kto tylko zechce, może czerpać wedle uznania.

Tym, co wyjątkowo ujęło mnie, a co zachwycająco wręcz zespala oba – wydawałoby się – tak różne dzieła, jest konwencja pogodzenia z losem. Nie jest to jednak zgoda człowieka przegranego, absolutnie: zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku mamy do czynienia z podmiotem najwyższej próby, który z wielką świadomością spogląda na samego siebie. Wspólny nastrój melancholii nie tłumi najpiękniejszego uczucia dominującego: spokoju. Harmonię, którą, jak sądzę, osiągnąć można wyłącznie poprzez akceptację przeszłości  i dostateczne jej rozliczenie. Co finalnie warte jest odnotowania: bywa, że różnica między poezją a prozą jest prawie nieuchwytna, ponieważ nawet proste słowa w oszczędnym wydaniu mają zdolność autentycznego wzbogacenia czytelnika. Uspokojenia, obniżenia ciśnienia krwi, spowolnienia tętna, że aż słuchać miarowe bicie serca: własnego i autorskiego.

 

*”Stan poetycki” można przeczytać na specjalnej stronie internetowej poświęconej Czesławowi Miłoszowi: https://www.milosz.pl/przeczytaj/poezja/15/stan-poetycki


Źródło fotografii nagłówkowej: https://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,126801,Traktat-o-luskaniu-fasoli
Źródło fotografii Czesława Miłosza: źródło: https://www.judytapapp.com/
Źródło fotografii Wiesława Myśliwskiego: https://www.znak.com.pl/autor/Wieslaw-Mysliwski