„Denar dla szczurołapa” Aleksander R. Michalak

Co powiecie na wyśmienitą lekturę, w której są mroczne zakamarki, powszechnie znana legenda i ziarno prawdy, od którego włos jeży się na głowie? Jeśli lubicie książki pełne przygód i czającego się zła, „Denar dla szczurołapa” Aleksandra R. Michalaka na pewno przypadnie Wam do gustu.

„Denar dla szczurołapa” jest jedną z tych książek, nad którymi muszę się głębiej zastanowić zanim zacznę pisać recenzję. Każdy element fabuły jest ważny dla całej akcji i mógłby zbyt wiele zdradzić. Mimo to mam nadzieję, że to, co Wam opowiem będzie odpowiednio wyważone i zachęci do lektury – warto! Jedna z bardziej wciągających książek, po jakie w ostatnich miesiącach sięgnęłam.

Czy legenda o szczurołapie jest tylko legendą?

Głównym bohaterem jest Gabor Horthy, naukowiec, który w niczym nie przypomina klasycznego akademickiego wykładowcy. Przygotowuje się do zdobycia kolejnego stopnia naukowego i ma napisać książkę. Jego zainteresowania jednak nie są tylko czysto naukowe. Od pewnego czasu miewa tajemnicze sny. Przypominają wspomnienia choć Horthy wie, że czegoś takiego nie przeżył. Pojawiają się też głosy, że ma dotrzymać umowy, słychać szczury…

Podczas swojej pracy Hrthy chce dowiedzieć się dlaczego jeden z uczonych, Erdmann, zmienił kierunek badań i do śmierci zajmował się legendą o szczurołapie. Ta tajemnicza postać po tym jak wygnała z miasta szczury i nie dostała zapłaty, wyprowadziła z miasta wszystkie dzieci i nikt nie wie, co się z nimi stało. Horthy znajduje kolejne tropy, które prowadzą go do różnych zakątków świata. Nie spodziewa się, jak wiele legenda ma wspólnego z jego własnym życiem…

Niczym film przygodowy

„Denar dla szczurołapa” to thriller, który trzeba przeczytać. Nie będziecie w stanie go odłożyć aż poznacie wszystkie sekrety i nie dowiecie się, ile prawdy kryje się w legendzie o szczurołapie. Zawrotne tempo, jakie serwuje nam autor kojarzy się z wyśmienitymi filmami przygodowymi.

„Nie było w nim woli walki, tylko ogromny, wypełniający i przesłaniający wszystko smutek. Przez chwilę miał wrażenie, że gdzieś z ulicy dochodzą nikłe dźwięki fletu, z liryczną i zamgloną melodią Greensleeves […]

Ciężkie, dębowe drzwi otworzyły się nieznacznie i niemal bezdźwięcznie. Edward poderwał się, ale zaraz usiadł na łóżku. Popatrzył w tamtą stronę bardzo uważnie, ale spokojnie. Uśmiechnął się z rezygnacją, jak ktoś pogodzony ze swoim losem”.


Za książkę do recenzji dziękujemy: