Czy warto mieć bliźniaka? „Sprzeczne sygnały” Kasia Bulicz-Kasprzak

Zawsze chciałam mieć siostrę bliźniaczkę. Najlepiej dobrą z matematyki. Jako zdeklarowana humanistka marzyłam o zamianie (jak w filmach z Olsenkami) na klasówce z matematyki. Książka Kasi Bulicz-Kasprzak „Sprzeczne sygnały” uświadmiła mi jednak, że czasem taka zamiana miejsc może mieć groźne konsekwencje…

Gdy Ludmiła Janicka zostaje pewnego dnia dłużej w pracy, nie zdaje sobie sprawy z tego, że ta decyzja zaważy na całym jej późniejszym życiu… Znajduje ciało Andrzeja Musiała, wieloletniego przyjaciela domu i zarazem mężczyzny, który mimo że był jej „wujkiem”, to przez kilka lat molestował ją seksualnie, co tkwi w kobiecie do dziś. W jednej chwili targają nią sprzeczne emocje: radość, strach, szok i niedowierzanie. Działając pod wpływem impulsu, prosi o pomoc swoją siostrę bliźniaczkę, której szczerze nie znosi. Jest to jednak jedyna osoba, która mimo wszystko może jej pomóc…

Trudne siostrzane relacje

Ludmiła miała powód, by zabić Musiała. Bojąc się, że nikt nie uwierzy w jej niewinność, przekonuje Izę, by zamieniła się z nią miejscami i zgłosiła na policję znalezisko. Od tej pory siostry tylko systematycznie pogrążają się w sieci swoich kłamst i intryg. Co gorsza, na horyzoncie pojawiają się przystojni policjanci, którzy dodatkowo komplikują (i tak już bardzo skomplikowane) życie uczuciowe sióstr. Czy dzięki tej misternej intrydze Ludmiła i Iza wybaczą sobie błędy przeszłości i naprawią wzajemne relacje? 

Powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym

Losy sióstr Janickich to główny wątek tej powieści, ale oczywiście nie jest on jedyny. W książce ważny jest również wątek władzy, walki o władzę, wyborów na burmistrza i co za tym idzie ukazanie mechanizmów rządzących polityką — wzajemnych układów i  często interesów spod ciemnej gwiazdy. Do tego wątek zbuntowanej nastolatki, samotnej matki, małżeńskiej zdrady i postawienia wszystkiego na jedną kartę.

 

— Ani kroku dalej! — krzyknęła, ale na prześladowcy nie zrobiło to wrażenia. Szedł ku niej pewny siebie. Na jego twarzy, którą wrodzone okrucieństwo uczyniło niesamowicie brzydką, można było dostrzec zadowolenie. Wiedział, że ofiara już mu nie ucieknie.

— Stój! — krzyknęła ponownie. Jej głos zlał się z hukiem wystrzału.

Popatrzył na nią zdziwiony. Zrobił jeszcze trzy kroki w jej kierunku, a potem zwalił się ciężko na ziemię. Wokół ciała zaczęła się tworzyć kałuża krwi.

W tej chwili w zaułek ktoś wszedł. Chłopak. Powoli podszedł do dziewczyny. Z zaciekawieniem popatrzył na jej trzęsące się ręce.

— Zabiłam…

Leżący na ziemi jęknął głucho.

— Widać jeszcze nie. Dobij go. Inaczej będzisz musiała uciekać przez całe życie.

Kobieta gwałtownie potrząsnęła głową. Pistolet wysunął się z jej bezwładnych palców i upadł na ziemię. Wolnym krokiem ruszyła przed siebie. 

Nie doszła jeszcze do ulicy, kiedy padł drugi strzał.

 

„Sprzeczne sygnały” czyta się szybko i z dużą przyjemnością. Dodatkowym atutem książki jest podział akcji na zdarzenia sprzed pięciu lat, sprzed miesiąca itp — autorka stosuje zabieg retrospekcji i przeskakuje co jakiś czas z wątku na wątek, by nie zanudzić czytelnika i nie podać mu od razu wszystkich informacji.

Na ostatnich kartkach powieści autorka zamieściła prawdziwą „bombę” — informacja ta sprawia, że na pewne wydarzenia patrzy się z zupełnie innej strony. Powieść jest słodko-gorzka, łączy w sobie wiele elementów: powieści obyczajowej, kryminału, romansu. To naprawdę wybuchowa mieszanka, wysyłająca sprzeczne sygnały!

 

Muszę przyznać, że Wydawnictwo Edipresse postarało się przy pakowaniu tej przesyłki. Tak zapakowaną przesyłką od razu zostałam zachęcona do zapoznania się z jej zawartością :)

 


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy: