„Córka opiekuna wspomnień” – wyciskacz łez w dobrym stylu [patronat medialny]

Powieść Kim Edwards z 2005 r. w Polsce została wydana dopiero teraz. Dlaczego tak późno?

Tego nie wiem, ale wiem jedno. Książka należy do tych z wyższej półki. Jest napisana pięknym językiem. Edwards nie męczy czytelnika zgadywaniem. Opisuje miejsca i postaci bardzo sugestywnie. Czytając „Córkę opiekuna wspomnień”, czułam, że przenoszę się do świata stworzonego przez pisarkę. Niczego nie musiałam dopowiadać, „dowyobrażać”, wypełniać irytujących luk. Chciałabym tak pisać.

Akcja powieści toczy się w Stanach, współcześnie. Zaczyna się od narodzin pary bliźniąt, dziewczynki i chłopca. Poród odbiera ich ojciec, lekarz. Gdy dociera do niego, że córeczka ma zespół Downa, bez namysłu oddaje ją położnej. Żonie mówi, że noworodek zmarł. Wszystko co ma miejsce później, jest konsekwencją tej jednej decyzji.

Początek książki wbił mnie w ziemię, koniec przepłakałam. (Przypominam, że płacz niekoniecznie musi oznaczać brak happy endu. To co dla jednego jest szczęśliwym zakończeniem, dla drugiego nie musi.) Pomiędzy widełkami znalazłam rzeczy, które na przemian zastanawiały mnie, wzruszały, złościły i zachwycały. Nie było tam miejsca na obojętność czy znudzenie. Kim Edwards szybko i skutecznie dociera do emocji odbiorcy.

Kiedy czytam książkę, zwracam szczególną uwagę na aspekt psychologiczny. Dlaczego ludzie postępują tak a nie inaczej? Czy uczucia, jakie okazują, są prawdziwe? Co tak naprawdę myślą? Co ukrywają? Czego się boją? Edwards stawia sobie i innym podobne pytania. „Córka opiekuna wspomnień” jest próbą odpowiedzi na przynajmniej część z nich. Myślę, że udaną. Pisarka zaskakuje głębią przemyśleń, trafnością obserwacji, umiejętnością wyciągania logicznych wniosków z zachowań pozornie pozbawionych logiki.

Być może powieść wywarła na mnie tak silne wrażenie, bo sama jestem mamą. Nie wyobrażam sobie, jak można oddać własne dziecko. Ani co może czuć matka, kiedy dowiaduje się, że jej córka nie żyje. Wiem też, jak trudno jest żyć z chorobą, która determinuje całe życie, budzi niezrozumienie i brak akceptacji, prowadzi do dyskryminacji. Autorka „Córki opiekuna wspomnień” pisze o tym tak wnikliwie, jakby sama tego doświadczyła. Po tym poznaje się dobrego pisarza. Tworząc fikcję, odkrywa prawdę.

Kulturantki objęły „Córkę opiekuna wspomnień” patronatem medialnym, w związku z czym już wkrótce będziecie mogli wygrać egzemplarz powieści w organizowanym przez nas konkursie.


Za książkę do recenzji dziękujemy: