Bracia Slater. Ryder i Branna – L.A. Casey

W końcu udało mi się sięgnąć po „Rydera” i jego „połówkę”, czyli czwarty tom serii Bracia Slater L.A. Casey oraz jego dopełnienie, „Brannę”. Jaki jest tego efekt? Dowiedzcie się sami.

Branna Murphy jest załamana tym, że jej związek z ukochanym mężczyzną okazał się pomyłką. Chociaż kocha Rydera ponad życie, to nie może w żaden sposób do niego dotrzeć. Nie pomagają kłótnie, płacz ani niekończące się ciche dni. Ryder Slater jest wściekły. Nie dość, że od wielu miesięcy okłamuje najważniejszą kobietę w życiu, to jeszcze ukrywa coś, co naraża wszystkich na śmiertelne niebezpieczeństwo. Nie może jednak nic powiedzieć i zrobić. Kiedy ich związek znajdzie się nad krawędzią, Ryder zmierzy się z mrocznymi siłami. Jedno jest pewne, że mężczyzna zrobi wszystko, aby uratować miłość i rodzinę. Ryder chciał mieć Brannę od pierwszej chwili. Ryder zdobywa to, co chce mieć.

Kiedy zaczynałam „Rydera”, nie spodziewałam się, że tak bardzo tęskniłam za bohaterami L.A. Casey. Wraz z ilością przeczytanych stron, proporcjonalnie rosła we mnie chęć sięgnięcia ponownie po poprzednie tomy. Ale nie tylko ostatnie, czyli „Kane” i „Aideen”, ale zacząć od samego początku, czyli „Dominica” i „Bronagh”. Bo również tej dwójki znajdziecie tu sporo. Nie tylko w czasie rzeczywistym, w końcu Bronagh jest siostrą Branny, ale i dlatego, że znajdziecie ich mnóstwo podczas wspomnień Branny.

Skoro już jesteśmy przy wspomnieniach, to fabuła zbudowana jest również z nich. Teraźniejszość, czyli pięć lat po wydarzeniach z pierwszego tomu, miesza się głównie ze wspomnieniami Branny o początkach jej związku z Ryderem. Są tu także wspomniane późniejsze ważne wydarzenia mające miejsce w ciągu ostatnich pięciu lat i jednocześnie mające ogromny wpływ na podejmowane obecnie przez Brannę decyzje. Dlaczego cały czas piszę o niej? Ponieważ to właśnie ona jest narratorką obu powieści. Dzięki temu autorka uzyskała efekt dużo większej tajemniczości i niepewności. Wszak nie wiemy co siedzi w głowie Rydera.

„Rydera” się po prostu pochłania, absolutnie się go nie czyta. Wciąga, intryguje, trzyma nas w niepewności. Wielokrotnie będziecie się zastanawiać, jak rozwinie się sytuacja oraz jak wyjaśnią się te wszystkie wątpliwości, niepewności i niewiedza. Absolutnie nie będziecie się nudzić i zanim się zorientujecie, będziecie przewracać ostatnie strony książki. Być może również jak ja, zarwiecie noc z tą książką.

Tej relacji już chyba nie można było nazwać związkiem… Ja i Ryder się zmieniliśmy. Gdzieś po drodze przestaliśmy być sobie bliscy. I to do tego stopnia, że z naszego związku zniknęła nawet czułość. Zaczęło się od normalnych sprzeczek, a skończyło na głośnych zawodach w przekrzykiwaniu się. Ale teraz już nawet nie byliśmy na siebie źli. Po prostu milczeliśmy.

 

Postanowiłam nie pisać osobnej recenzji „Branny”. A dlaczego? Ponieważ już sam jej opis jest bardzo dużym spoilerem, a ja nie chciałabym zdradzać Wam zbyt dużo. Jest to niemalże bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z „Rydera” i koniecznie musicie po nią sięgnąć, jeśli tylko sięgniecie po historię najstarszego z braci Slater. W innym przypadku będziecie niezadowoleni, gdyż L.A. Casey serwuje nam takie zakończenie, że będziecie chcieli jak najszybciej wiedzieć, co będzie dalej. Jest tylko pewien problem. Zakończenie „Branny” jest takie, że miałam ochotę wyrzucić tę książkę przez balkon. Jest to jednocześnie zapowiedź tego, co nas czeka w „Damienie”. Zaintrygowałam Was? Mam nadzieję, że jak najszybciej będziemy mogli poznać historie drugiego z bliźniąt.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu