Bling. Odrobina blasku – Shari L. Tapscott

Przed Wami jeszcze jedna młodzieżówka, która zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, choć w tym przypadku się tego zdecydowanie spodziewałam. Poznajcie drugi tom serii Bling.

Riley właśnie skończyła szkołę średnią i przeżywa lekki kryzys tożsamości. W szkole byłą najpopularniejszą uczennicą i główną cheerleaderką, ale szkoła się skończyła, a wraz z nią odeszła szkolna osobowość. Przerażają ją również studia, które ma rozpocząć po letniej przerwie. Postanawia więc wyjechać na wakacje do ciotki i korzystając z pogody i okoliczności, cieszyć się wakacjami. Na miejscu wpada jej w oko przystojny artysta z reputacją łobuza, Zeke, który ma swój stragan na letnim targu. Aby się mu przypodobać, Riley kłamie, że sama zajmuje się rękodziełem i wytwarza mydło. Daje się mu namówić na sprzedaż swoich wyrobów na festynie. Jednocześnie poznaje Linusa, typowego chłopaka z sąsiedztwa, który pracuje w sklepie z grami wideo i wydaje się być wyraźnie zainteresowany znajomością i spędzaniem czasu z nią. Ma jednak pewien minus – nie ma w sobie nic buntowniczego. Riley staje przed ogromnym dylematem. Musi pogodzić ze sobą dwie nowe znajomości i na dodatek błyskawicznie opanować technologię domowego wytwarzania mydła, co wcale nie jest tak proste. Czy zanim skończą się wakacje, Riley wybierze odpowiedniego chłopaka?

Lekka i pochłaniająca

Są książki, które czytając, dosłownie się męczy, przerywa czytanie, odkłada się je na później, robi częste przerwy, bo czegoś im brakuje. Są napisane w sposób, który nie przyciąga, a wręcz zanudza czytelnika. W przypadku „Odrobiny blasku” jest zupełnie inaczej. Tę historię, podobnie, jak w przypadku pierwszego tomu, czyli „Odrobiny brokatu”, pochłania się ekspresowo, a jej czytanie to czysta przyjemność i rozrywka. Przeczytanie niespełna dwustu siedemdziesięciu stron powieści Shari L. Tapscott zajęło mi zaledwie trzy godziny. Już dawno tak szybko nie połknęłam książki, ale znając pierwszy tom, niczego innego się nie spodziewałam. Autorka nie zawiodła mnie i w tym przypadku, była to równie przyjemna lektura. Często bywa tak, że drugi tom jest dużo słabszy od pierwszego. Tutaj tego nie ma.

Riley jest zupełnie inną postacią, niż poznana wcześniej Lauren, więc nie odczujecie wrażenia, że to już było, choć Linus mógłby podać sobie rękę z Harrisonem, gdyż mają podobne charaktery. Dzieje się tu zupełnie co innego, niż mogliście poznać wcześniej. Pokazanie relacji pomiędzy nią i Linusem jest niczym miód na serce, idealnie dobrany plaster na ranę. To wiele zabawnych sytuacji, ale także chwil skłaniających do przemyślenia. Obserwowanie rozwijającej się między nimi więzi, chemii pomiędzy bohaterami, którą można wyczuć, jest czystą przyjemnością.

„Odrobina blasku” to kolejna znakomita powieść dla młodzieży, którą dane mi było przeczytać. Lekka, delikatna, ciepła i zabawna. Bez wielkich dramatów, ale ze zwrotami akcji wystarczająco mieszającymi w historii i ściskającymi gardło i serce podczas lektury. Nie jest wulgarna, nie ma tu żadnych zbliżeń pomiędzy bohaterami, temat seksu właściwie się nie pojawia, nawet nie znajdziecie tu opisów bardziej namiętnych pocałunków. Z powodzeniem mogą ją czytać również młodsze nastolatki, mające ochotę poznać kilka lat starszych od siebie bohaterów.

Coś mnie w nim zbija z tropu. Zupełnie jakbyśmy tańczyli, a ja pierwszy raz w życiu nie znałabym kroków. Nie sądzę żeby ze mną flirtował; nawet nie próbował zaprosić mnie na randkę. Jakby chciał się ze mną… przyjaźnić. I to właśnie jest dziwne.

Jeśli tęskniliście za bohaterami „Odrobiny blasku”, będziecie zadowoleni. Pojawiają się oni i tutaj. Dowiecie się, co słychać zarówno u Lauren i Harrisona, ale także siostry Riley, Harper i brata Lauren, Brandona. Paczka w komplecie spotka się kilka razy. Jeśli jednak nie czytaliście pierwszego tomu, nie martwcie się. Książki można czytać jako pojedyncze powieści, jednak polecam Wam poznanie wszystkich, w kolejności, w jakiej zostały wydane.

Przyciągająca wzrok okładka

Odrobina brokatu” urzekła mnie swoją okładką, co skłoniło mnie do sięgnięcia po nią. Dzięki temu miałam okazję poznać naprawdę dobrą historię, ale i serię. W przypadku okładki do „Odrobiny blasku” jest tak samo. Sięgnęłabym po nią, nawet, jeśli nie znałabym wcześniej jej poprzedniczki. Mają w sobie coś, co przyciąga do nich wzrok. A w sytuacji, gdy wiele osób zwraca bardzo dużą uwagę na okładkę, jest to bardzo ważna kwestia.

Zostało nam teraz tylko czekać na ostatni tom serii, czyli „Odrobinę słodyczy”. Tym razem w roli głównej wystąpią Harper, Brandon i ich potencjalne drugie połówki. Mam nadzieję, że wydawnictwo nie każe nam zbyt długo czekać, na jej premierę. A z drugiej strony, im dłużej na nią czekamy, tym więcej czasu mamy na mentalne pożegnanie się z serią.

W związku z tym, że Kulturantki objęły powieść „Odrobina blasku” patronatem medialnym, już za kilka dni będziecie mogli wziąć udział w konkursie, w którym do wygrania będą egzemplarze właśnie tej powieści.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu