Birthday Girl – Penelope Douglas [patronat medialny]

„Birthday Girl” to książka, na której wydanie czekałam, odkąd tylko zobaczyłam o niej informacje na stronie autorki. Czy Penelope Douglas dała mi to, czego oczekiwałam?

JORDAN

Przygarnął mnie, gdy nie miałam dokąd iść. Nie wykorzystuje mnie, nie rani ani o mnie nie zapomina. Nie traktuje tak, jakbym była niczym. Nie bierze mnie za pewnik. Nie sprawia, że czuję się zagrożona. Nie zapomina o mnie. Śmieje się razem ze mną. Patrzy na mnie. Słucha. Broni. Zauważa. Czuję na sobie jego oczy, gdy razem jemy śniadanie. Kiedy wraca z pracy, moje serce zaczyna bić szybciej na dźwięk parkującego na podjeździe samochodu. Muszę to zatrzymać. To się nie może wydarzyć. Siostra powiedziała mi kiedyś, że porządni faceci nie istnieją, a nawet jeśli na jakiegoś trafię, to i tak pewnie będzie zajęty. Sęk w tym, że to nie Pike Lawson jest zajęty. Tylko ja.

PIKE

Przygarnąłem ją, bo myślałem, że jej pomagam. W zamian czasem coś ugotuje i trochę posprząta. Jasny układ. Szybko zrozumiałem, że to wcale nie będzie takie proste. Muszę się powściągać, by o niej nie myśleć i przestać wstrzymywać oddech za każdym razem, gdy trafiamy na siebie w domu. Nie mogę jej dotknąć i nie powinienem tego pragnąć. Jednak za każdym razem, kiedy nasze ścieżki się przecinają, ona coraz bardziej staje się częścią mnie. Nie możemy sobie na to pozwolić. Ma dziewiętnaście lat, a ja trzydzieści osiem Jestem ojcem jej chłopaka. I tak się niefortunnie składa, że oboje właśnie wprowadzili się do mojego domu.

Wow! Wow! Wow! Te trzy krótkie słowa i do tego jeszcze kilka emotek wyrażających szok, pozytywne zaskoczenie i wszelkie inne emocje z tym związane, mogłyby posłużyć za całą recenzję tej książki. Ale wiem, że to by Wam nie wystarczyło, poza tym ta książka zasługuje na zdecydowanie więcej. Gdy sięgałam po nią, podchodziłam do jej lektury z wielkim dystansem. Miałam wobec niej po prostu ogromne oczekiwania, ale Penelope Douglas nie zawiodła mnie w najmniejszym stopniu.

Dawno nie miałam w swoich rękach tak niesamowicie wciągającej książki. Od „Birthday Girl” po prostu nie można się oderwać. Niepewność, wątpliwości, zawieszenie, intrygujące zdarzenia. A do tego napięcie, które można kroić nożem. Pożądanie, które możecie poczuć na własnej skórze. Penelope Douglas rozpala czytelnika do czerwoności. Jeśli będziecie ją czytać do późnych godzin nocnych, nie będzie Wam potrzebna kawa. Trzeba naprawdę dobrze umieć pisać, żeby potrafić wywołać w czytelniku takie emocje i wrażenia. Absolutnie nie dziwię się, że książka na portalu goodreads.com ma adnotację, że jest to historia dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia. Wydawnictwo NieZwykłe strzeliło prosto w dziesiątkę, decydując się na wydanie tej powieści.

Wiecie, co jest jednym z jej ogromnych plusów? To jej objętość. „Birthday Girl” to naprawdę niezły „klocuszek”, liczący ponad czterysta sześćdziesiąt stron. To znakomita informacja dla tych, którzy nie lubią szybko rozstawać się z bohaterami i są fanami dobrej akcji. Dobrej i nierozwleczonej. Bo tego tu nie znajdziecie. Mimo swojej objętości, nie ma w niej tak zwanych zapychaczy, czyli scen, których braku byśmy nawet nie odczuli, gdyby je wyciąć.

Akcja jest interesująca, trzymająca w napięciu i dynamiczna, a na dodatek, wraz z ilością stron, nabiera coraz większego tempa. Dodatkowo podzielenie fabuły pomiędzy Jordan i Pike’a podkręciło ją jeszcze bardziej. Chcielibyście poznać wszystkie, nawet te najgrzeczniejsze myśli obojga? Dzięki Penelope Douglas będziecie mogli to zrobić.

Miałam moment, kiedy mi się dłużyło. Jednak nie myślcie, że dłużyła mi się akcja. Co to, to nie. Po prostu nie mogłam doczekać się chwili, kiedy w końcu Penelope Douglas nawiąże bezpośrednią relację pomiędzy Jordan a Pike’em. A nie spieszyło się jej do tego, co wyszło zdecydowanie na korzyść tej historii. Przez bardzo długi czas obserwujemy ich zabawę w kotka i myszkę lub też podchody. Chcę, ale się boję. Co powiedzą ludzie? Czy to wypada? To dziewczyna mojego syna. To ojciec mojego chłopaka. Jak zareaguje na to Cole? Co powiedzą sąsiedzi? Co powiedzą ludzie w (małym) mieście? Jestem dla niej za stary. Jestem dla niego za młoda. Mogłabym takie ich wątpliwości wymieniać bardzo długo, a to właśnie one napędzają fabułę przez długi czas. Kiedy to właśnie obserwujemy naszych bohaterów zmagających się ze sobą i robiących do siebie podchody. Nie zdradzę Wam, jak to wszystko się rozwija, ale odkryję tylko rąbek tajemnicy, pisząc, że nic nie jest tu tak oczywiste, jak się mogłoby Wam wydawać.

– Pozwól, że coś ci powiem… Dam ci małą radę, dobrze?

Słucham go, patrząc mu w oczy.

– Nigdy z niczym nie zwlekaj – mówi.

– Co?

Musiał zauważyć moją zdezorientowaną minę, bo kontynuuje:

– Czas mija szybciej od wystrzelonej kuli, a strach podsuwa nam wymówki. Pragniemy ich, bo powstrzymują nas od zrobienia tego, co powinniśmy zrobić. Nie wątp w siebie, nie podważaj własnych decyzji i nie pozwól, aby strach cię przed czymś powstrzymał. Nie bądź leniwa. Nie rób niczego, opierając się tylko na tym, jak szczęśliwi będą przez to inni. Po prostu to zrób, dobrze?

 

Nawet gdybym chciała się do czegoś przyczepić, to po prostu nie mam do czego. I absolutnie nie jest to przesadzona opinia z mojej strony. Po prostu to jedna z lepszych, a nawet i najlepszych powieści, jakie miałam okazję w ostatnim czasie przeczytać.

Kulturantki (z ogromną przyjemnością) objęły powieść „Birthday Girl” patronatem medialnym, w związku z czym, już wkrótce będziecie mogli zdobyć jej egzemplarz w organizowanym przez nas konkursie. Bądźcie czujni, bo jest o co walczyć.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu