Bear powraca – Soulless, T.M. Frazier

Po zaskakującym finale „Lawless” pewnie nie jedna osoba czekała na to, co przyniesie kolejny tom serii King. Jesteście gotowi na „Soulless”?

Bear dał się wsadzić do więzienia za przestępstwo, którego nie popełnił. Był to jedyny sposób na to, by Thia miała zapewnioną ochronę przed jego ojcem, Chopem oraz motocyklowym gangiem Beach Bastards, z którym oboje mają na pieńku. Problem w tym, że w więzieniu również nie jest bezpiecznie, a jego ukochana nadal może być zagrożona. Koniecznie musi się z niego wydostać i to jak najszybciej, co wcale nie będzie aż tak proste.

Thia ukrywa się w swoim starym domu, pozostając pod opieką przyjaciół Bear’a, Kinga i jego żony Ray, a także szalonej dziewczyny o pseudonimie Rage. Stara się być cierpliwa i czekać na swojego ukochanego, ale kolejne miesiące bez najmniejszego kontaktu z nim są jak najgorsza tortura. Postanawia powalczyć o powrót jej ukochanego.

Gdy Bearowi w końcu udaje się wydostać z więzienia, okazuje się, że znalezienie sposobu na legalne opuszczenie jego murów, było najmniejszym problemem w ich życiu. Teraz oboje będą musieli pójść na wojnę z Chopem, jego gangiem i jeszcze jednym wrogiem, którego nikt się nie spodziewał.

„Soulless” to już czwarta odsłona cyklu King i jednocześnie drugi tom opowiadający historię Bear’a, czyli Abla McAdamsa. Zamyka on również wątek tego bohatera. Oczywiście pojawiają się tu postaci z poprzednich części, czyli King i jego żona Ray czy ojciec Bear’a Chop. Nie zabrakło również Preppy’ego, nawiedzającego głowę Bear’a (i w pewnym momencie nie tylko jego) w najmniej oczekiwanych momentach. Ten człowiek nawet po śmierci nie daje spokoju swoim przyjaciołom. Przyznam Wam, że to Bear zaczyna zajmować miejsce numer jeden, nad Brantleyem Kingiem, w rankingu bohaterów stworzonych przez T.M. Frazier, którzy skradli moje serce. Tak, jak w przypadku poprzednich tomów serii, zdecydowanie nie jest to powieść dla grzecznych dziewczynek. Mogą być one zbyt zdegustowane i zbulwersowane poznawaną historią.

Za wyjątkiem, według mnie, nieco przegadanego początku (dokładnie do momentu opuszczenia więzienia przez Bear’a), znajdziecie tu mnóstwo porywającej akcji, która spowoduje, że trudno się od tej książki oderwać. Trup się ściele gęsto, więźniowie, zakładnicy, tortury i seks. Bo tego ostatniego przecież nie mogło zabraknąć u T.M. Frazier. Na dodatek miejscami jest nawet romantycznie. Autorka na deser dorzuciła kilka ciekawych wątków z przeszłości Bear’a, które znajdą swoje odzwierciedlenie w teraźniejszości, więc czytajcie uważnie. Jestem ciekawa czy wszystkie wyłapiecie. Będzie tu także kilka chwytających za serce, a nawet wyciskających łzy wydarzeń. Emocji nie zabraknie. Macie tu ich cały wachlarz.

Był skomplikowany, a jednocześnie prosty. Był zarówno burzą, jak i ciszą. Strachem i ukojeniem. Gniewem i spokojem. Moim życiem i moją miłością.

 

Jak wspomniałam wcześniej, początek powieści został nieco przegadany. Niewiele się tam działo, bo i niewiele mogło. Bear siedział za kratami i próbował zorganizować swoje uwolnienie, jednocześnie dbając o to, by nie dać się zabić wrogom. Za to Thia była uwięziona w swoim domu z Rage, szaloną dziewczyną o niepozornej twarzy licealnej chearleaderki. Jest to jedyny minus tej powieści. Bo kiedy już przebrniecie przez tę część, czeka na Was naprawdę znakomita zabawa podczas lektury.

Zakończenie, jakie zaserwowała nam w „Soulless” T.M. Frazier, dosłownie wbija w fotel. Uwierzcie mi, że takiego finału się nie spodziewaliście. Ostatnie sceny powieści były naprawdę zaskakujące, jednak ostatnia scena (nie mylić z dodatkową sceną „cztery lata później”) to po prostu mistrzowskie zawieszenie akcji. Idealne preludium do kolejnego tomu serii King. Już się nie mogę jego doczekać.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu