„Architektura uczuć” Meg Adams

Za sprawą debiutu literackiego Meg Adams i jej książki Architektura uczuć od razu zrobiło się światowo na naszym literackim podwórku. Dobry debiut wróży Autorce udaną karierę literacką i pokazuje, że można zaprojektować wszystko oprócz swojego życia. 

David Arnaud, światowej sławy architekt, przyjeżdża z Paryża do Polski, żeby we współpracy z pyskatą architektką Oliwią Wróblewską zrealizować prestiżowy projekt. Nie podejrzewa, że ta wizyta i to zlecenie na zawsze odmienią jego życie.

Architekci

Między młodymi i zdolnymi architektami od początku fruwają wyładowania elektryczne. Jedno i drugie jest uparte i przekonane o słuszności swoich racji, jedno i drugie każdego walczy z demonami przeszłości. Dodatkowo oboje czują wzajemną fascynację i przyciąganie. Jakby przeciwności losu było mało, David skrywa tajemnicę, która zagraża życiu ich obojga. Najlepszy przyjaciel z młodzieńczych lat wplątał go w naprawdę niebezpieczną sprawę… Oliwia też wcale nie jest święta. Jej mroczna i pogmatwana przeszłość wciąż do niej wraca, jej najbliżsi są ponownie w niebezpieczeństwie za sprawą mordercy i psychopaty, który po latach spędzonych w ukryciu, powróci ze zdwojoną mocą.

 

Wyszłam godzinę później bez majtek, za to z uśmiechem na ustach.
Straciłam głowę… i godność. A co gorsze, zrobiłabym to jeszcze raz.

 

Miłość, zdrada i mafijne porachunki

Architektura uczuć to naprawdę dobry debiut. Opisy nie trącą nudą, mistrzostwem są cięte dialogi i riposty głównych oraz drugoplanowych bohaterów. W powieści jednym z bohaterów jest też Kraków i mimo że nie lubię tego miasta, tutaj mnie ono nie raziło. Wręcz przeciwnie – odniosłam wrażenie, że ten Kraków jest wart poznania. Może dam mu jeszcze jedną szansę. Meg Adams kocha Kraków i to czuć w jej powieści. Nie emanuje jednak nachalnie miłością do tego miasta i ma za to ode mnie ogromnego plusa. Kolejny mega plus wędruje do Autorki za to, że mnie zaskoczyła. Gdzieś do połowy książki myślałam, że znam zakończenie i wiem, jak dalej potoczy się ta historia. A tu taka niespodzianka – do romansu wjechały mafijne porachunki, narkotyki i tym podobne ciemne sprawy, rodem z dobrego thrillera. I powiem Wam, że taki pobudzający koktajl emocjonalny od Meg Adams to ja szanuję. Najpierw rozpala zmysły do czerwoności, a później jeszcze podgrzewa atmosferę, by na koniec rozczulić i zostawić z takim „wtf” na twarzy. Z wypiekami na twarzy czekam na drugą książkę tej niesamowicie zdolnej pisarki.

Niesamowicie podoba mi się okładka Architektury uczuć. Jest zrobiona ze smakiem i łączy w sobie erotyzm z romantyzmem. Czerwień i granat to bardzo zmysłowe połączenie, a zostało przełamane nietypowym sercem i malowniczą panoramą Krakowa. Ta okładka mnie po prostu uwiodła. 

 

Miłość bywa skomplikowana.

Bez solidnych fundamentów nie przetrwa żadnej burzy. Ale kiedy ta druga połowa nie tylko jest twoim kochankiem, lecz również bratnią duszą, z którą rozumiesz się bez słów, przezwyciężycie razem wszystko – nawet największy huragan i najbardziej niszczycielskie tornado.

 


Za książkę do recenzji dziękujemy Wydawnictwu:

 

  • Grazyna st.

    Ależ zachęcająca recenzja. Mam ogromną ochotę na zdobycie tej książki.