„Aminata. Siła miłości” – walka o przyszłość w dobie niewolnictwa

387842-352x500Czas wielkich odkryć geograficznych zapoczątkował okres przyspieszonego rozwoju gospodarczego i większego popytu na dobra z nowego świata. Vasco da Gama, Kolumb, Magellan, Dias to nazwiska powszechnie znane. Znane są też ich dokonania i ich istotność dla ludzkości. Nieczęsto jednak mówi się o tym, jaką cenę za to zapłacili inni, mężczyźni, kobiety i dzieci siłą zabierani ze swoich domów, zmuszani do niewolniczej pracy, by plantacje wytwarzały tyle cukru, bawełny i ryżu, by pokrywały europejskie zaopatrzenie. „Aminata. Siła miłości” to książka, która ukazuje brutalność i bestialstwo, jakie cechowały kolonistów.

Jej autor, Lawrence Hill, był synem pionierów kanadyjskiego ruchu działającego na rzecz praw człowieka i autorów tekstów historycznych na temat czarnoskórych mieszkańców Kanady. Nic więc dziwnego, że tak dosadnie przedstawił problemy afrykańskich niewolników, których transportowano przez ocean. Wiele wspominanych dat i wydarzeń przewijających się w książce, jest prawdziwych, jak chociażby Księga Negrów. Do nich dorobił fikcję, ale nie byle jaką… Trzeba być bezduszną istotą, by nie ulec emocjom. Podczas czytania niemal unoszą się w powietrzu strach, ból, zapach śmierci i bezradność. Okropna bezradność i brak wizji lepszego jutra.

„Obok podwyższenia znajdowała się grupa Afrykanów. Niektórzy ledwo stali, inni mieli poranione nogi, po których spływała ropa. Pięcioro z nich wyglądało tak, jakby marzyli, by śmierć zacisnęła ręce na ich szyjach. Czułam, jak przewraca mi się w żołądku i ściska mnie w gardle. Spuściłam wzrok, żeby nie patrzeć im w oczy. Ja byłam najedzona, oni nie. Ja miałam ubrania, oni byli nadzy. Nie mogłam zrobić nic, co odmieniłoby ich los. Nie potrafiłam odmienić nawet własnego. Doszłam do wniosku, że właśnie tym jest niewolnictwo: twoja przeszłość nie istnieje, w teraźniejszości jesteś niewidzialny, nie masz też wpływu na przyszłość.”

Kim jest tytułowa Aminata? Aminata Diallo urodziła się w 1745 roku w małej afrykańskiej wiosce Bayo. W wieku jedenastu lat zostaje uprowadzona przez handlarzy niewolników. Po kilkumiesięcznej wędrówce po lądzie, napiętnowana i wprowadzona siłą na statek. Widziała śmierć swoich rodziców, teraz obcy ludzie, o nieznanym jej dotąd kolorze, decydują o jej losie. Wielu zginęło po drodze, wielu ginie każdego dnia na statku. Głód, śmierć, upokorzenia, kajdany stają się codziennością dziewczynki. Jedynie jej bystrość umysłu, chęć nauki i umiejętność „łapania dzieci”, czyli odbierania porodów, nie raz pozwolą jej przetrwać w wyzutym z uczuć świecie. Kilka razy zostaje sprzedana, zmienia właścicieli i miejsca zamieszkania, ale przetrwa.

Kontrastem dla niewolnictwa jest ogromna miłość jaka wiąże już kilkunastoletnią Aminatę z Chekurą, chłopcem, który wraz z nią zostanie przywieziony na plantacje do Ameryki. Ta miłość towarzyszy kobiecie do ostatnich dni. Równie silne uczucie jest do syna, którego jej zabrano i sprzedano, gdy ten miał dziesięć miesięcy i do córki, która również została uprowadzona.

Autor pisze o tym, jak źle traktowani są Afrykanie, jak niewiele znaczy ich życie. Z drugiej strony pokazuje zaciętą walkę angielskich abolicjonistów o to, by zniesiono niewolnictwo, a Murzyni, Negrzy, mogli wrócić do Afryki. Książkę z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, kto nie boi się silnych emocji i niewygodnej prawdy o ludzkiej naturze. Gwarantuję, że nie będziecie mogli się oderwać od lektury, a wspomnienia po niej będą powracały.

„Jeśli ty, Drogi Czytelniku, masz afrykański odcień skóry i jeśli będą Cię prowadzić w stronę wody o znikających brzegach, zrób wszystko, co w Twojej mocy, by obronić swoją wolność. […]Tuż pod powierzchnią znajduje się bezdenne cmentarzysko dzieci, matek i mężczyzn. Drżę, wyobrażając sobie tych wszystkich Afrykanów kołyszących się w głębinach. Ilekroć żeglowałam po morzach, miałam wrażenie, że prześlizguję się po zwłokach.”

Na podstawie książki powstał miniserial, który jest dostępny w sieci. Poniżej zamieszczam jego krótki zwiastun.


 

Za możliwość recenzji książki dziękujemy:

black