A miłość niech kwitnie przez wszystkie pory roku! – „Wszystkie pory uczuć. Jesień” Magdaleny Majcher

Z twórczością jednej z najbardziej poczytnych i utalentowanych polskich pisarek młodego pokolenia Magdaleny Majcher po raz pierwszy zetknęłam się kilka miesięcy temu, gdy w moje ręce trafiła jej trzecia powieść – „Matka mojej córki„. Już wtedy zachwycił mnie jej styl pisania, empatia oraz sposób kreowania bohaterów. Wiedziałam, że z przyjemnością sięgnę po kolejną książkę tej pisarki. Liczyłam na dużo emocji i wzruszeń i nie zawiodłam się – „Wszystkie pory uczuć. Jesień” to doskonała lektura, nie tylko na długie jesienne wieczory. 

Hania – kobieta blisko czterdziestoletnia – dzieciństwo spędziła w domu dziecka. W wiek 20 lat poślubiła przystojnego i zamożnego wdowca, dzięki któremu zyskała to, czego nigdy nie miała – dom i własną rodzinę. Nie zdawała sobie wówczas jednak sprawy z tego, że od tej pory będzie żyła w emocjonalnym trójkącie – ona, jej mąż i… jego zmarła pierwsza żona Katarzyna. Minęło dwadzieścia lat i wiele kobiet mogłoby powiedzieć, że Hania jest prawdziwą szczęściarą – ma kochającego męża i córkę. Nie pracuje zawodowo, jest za to perfekcyjną panią domu i na dobrą sprawę prowadzi życie idealne. Jednakże takie stwierdzenie dalekie jest od prawdy… Mąż wciąż idealizuje i stawia na piedestale zmarłą żonę, córka sprawia problemy wychowawcze, a Hania…nie radzi sobie ze swoim życiem. Dopiero gdy zaprzyjaźnia się z sąsiadką wróżką, zaczyna uświadamiać sobie, że powinna zawalczyć o siebie i zmienić swoje życie. Jesień będzie dla Hani porą prawdziwej życiowej rewolucji…

Jesień to najlepszy czas na zmiany

„Wszystkie pory uczuć. Jesień” to powieść obyczajowa, wyróżniająca się na polskim rynku wydawniczym. Jej autorka nie boi się podejmowania trudnych tematów i kreślenia bohaterów z trudną przełością. Podejmuje próbę kreacji bohaterów dorastających w domu dziecka, wywodzących się z patologicznych rodzin. Robi to tak sprawnie, że wierzę w każde napisane przez nią słowo. Nie powiela utartych schematów, nie wplata nic nie wnoszących wątków w swoją narrację. Sięga po aktualne tematy, takie jak hejt w sieci, dotykający młodych ludzi i konsekwencje z niego płynące.

Magdalena Majcher w moim odczuciu jest pisarką, która ma do spełnienia misję. Lektura książek wychodzących spod jej pióra to nie tylko uczta dla ducha – autorka opisuje w powieści piękną polską jesień, tworzy niepowtarzalny klimat, który sprawia, że ma się od razu ochotę wyjść na spacer i dostrzec piękno otaczającej nas przyrody, ale też skłania czytelnika do refleksji nad życiem naszym, ale też drugiego człowieka. 

Podczas lektury wzruszenie mieszało się u mnie z zadumą nad losami bohaterów. Bardzo zżyłam się z Hanią, cieszę się więc, że moja przygoda z losami tej bohaterki nie kończy się na tej książce. Niedługo ukaże się druga część cyklu, zatytułowana „Wszystkie pory uczuć. Zima”. Czy najzimniejsza pora roku okaże się łaskawa dla Hani i jej rodziny? Nie mogę się doczekać, żeby się o tym przekonać.

To właśnie jesień była ulubioną porą roku Hani. Jej jesień mieniła się kolorami żółci i czerwieni zmieszanymi z odcieniami brązu i pomarańczu. Po upalnym wyczerpującym lecie przychodziło wytchnienie w postaci chłodniejszych dni i dłuższych wieczorów, kiedy można było zaszyć się przy kominku z kubkiem aromatycznej herbaty i dobrą lekturą. Tak właśnie chciała zrobić tego dnia, ale zanim miało to nastąpić, Hania postanowiła nadłożyć drogi i wrócić do domu przez park. Nigdzie jej się nie spieszyło. Od kilkunastu lat ta data napawała ją lękiem i żalem. Najchętniej wykreśliłaby ją z kalendarza, sprawiła, że przestanie istnieć, a po czwartym października od razu rozpocznie się szósty dzień miesiąca. Kiedyś, kiedy jeszcze nie znała Andrzeja, data ta wydawała jej się najzwyklejsza na świecie. Dopiero później przekonała się, że piąty padziernika będzie prześladował ją prawdopodobnie do końca życia. 

 


Za egzempalrz recenzencki dziękujemy wydawnictwu oraz Autorce: