Serialowa wersja „Driven” K. Bromberg – tak się kręci ekranizacje książek!

Jeśli chcecie zobaczyć, jak powinno się robić ekranizacje książek, to koniecznie musicie obejrzeć serial „Driven”, wyprodukowany przez platformę Passionflix. Jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy warto, spróbuję rozwiać Wasze wątpliwości.

To pierwszy raz, kiedy piszę o serialu, który oglądałam, a może raczej oglądam, bo pierwsze trzy odcinki widziałam już kilkanaście, a ich drugą połowę trzy razy i nie mam zamiaru szybko przestać. Oglądam wiele seriali, szczególnie tych ze stajni DC i Marvela. Jednak powieść „Driven” K. Bromberg zajmuje w moim sercu szczególne miejsce i kiedy tylko dowiedziałam się, że amerykańska platforma Passionflix wykupiła prawa do ekranizacji tej serii, po prostu oszalałam. Wiedziałam, że będę musiała ją obejrzeć. Niecierpliwie śledziłam każdy postęp prac, każdy news publikowany na instagramie czy w grupie fanowskiej autorki. I w końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień, 10 sierpnia, kiedy to światło dzienne miały ujrzeć trzy z sześciu odcinków serialu ekranizującego pierwszy tom serii Driven. Druga połowa zapowiedziana była na 24 sierpnia. Dlatego piszę Wam o tym dopiero teraz, ponieważ musiałam najpierw obejrzeć całość i choć trochę nacieszyć nią oczy.

Perfekcyjna ekranizacja

Być może sami wiecie, że większość filmów, których scenariusze powstały na podstawie książek, to bardziej adaptacje, czasami wręcz bardzo luźne interpretacje. Można się było o tym przekonać w przypadku książek Dana Browna, czy też E.L. James. Ekipa Passionflix pokazała, że nawet przy mocno ograniczonym budżecie, można zdziałać cuda i stworzyć coś, za co fani będą chcieli wybudować im ołtarze i ich wielbić. Znajdziecie tu praktycznie 90% scen z „Driven” oraz dialogów z niej. Otwieram książkę na dowolnej scenie i mam przed sobą wszystko, o czym czytałam i co do tej pory wyłącznie mogłam sobie wyobrazić. Podobnie jest z dialogami. Zostały w dużej mierze zachowane dokładnie tak, jak w powieści. Niektóre zostały jedynie skrócone do najważniejszych kwestii.

Po obejrzeniu trailera zapowiadającego serial, byłam lekko przerażona. Nie ukrywam tego. O ile Casey Deidrick od początku był ucieleśnieniem mojej wizji Coltona Donavana, o tyle z Olivią Applegate w roli Rylee Thomas miałam ogromny problem. Wydawała się przy Casey’u wyglądać po prostu za staro, choć w książkowej rzeczywistości jest od niego kilka lat młodsza. Śledziłam postęp prac nad serialem na instagramie oraz w grupie fanowskiego Kristy Bromberg, w końcu przekonując się do Olivii jako Ry. Aż tu nagle, po trailerze, przyszło małe załamanie i strach przed oglądaniem, gdyż wydawało mi się, że aktorka po prostu zepsuła rolę Rylee. Zaufałam jednak autorce i współpracującej z nią reżyserce serialu, którą jest Tosca Musk, które były nią zachwycone. I wiecie co? Myliłam się! Olivia perfekcyjnie wcieliła się w rolę Rylee. Po prostu jakoś tak wyszło, że sceny wykorzystane w zapowiedzi, wyrwane z całości, sprawiały wrażenie, że Olivia jest zbyt sztywna i być może nie potrafi zagrać tej roli. Na szczęście rzeczywistość pokazała co innego, a ja po obejrzeniu pierwszych trzech odcinków po prostu przepadłam. Kiedy oglądam teraz ten trailer, znając już wszystkie sceny z serialu, nie mam już takiego wrażenia. Jestem nimi wręcz zafascynowana. Gra aktorska Olivii i Casey’a jest hipnotyzująca. Oni się po prostu urodzili do tych ról. Między nimi jest tak silna chemia, że napięcie można wręcz kroić nożem. Momentami zastanawiałam się, czy oni na pewno tylko grają, czy to się już dzieje naprawdę (np. scena seksu w hotelu po imprezie Merit Rum)? I nie tylko ja miałam takie wątpliwości, ale mnóstwo osób na świecie, których opinie możecie znaleźć wszędzie, również na polskich grupach. Ta scena była tak prawdziwa i intymna, że czułam się jak podglądaczka.

Znakomita gra aktorska

Każda scena z udziałem Olivii i Casey’a w rolach Rylee i Coltona jest niesamowita. Gesty, spojrzenia, przelotny dotyk – wszystko zostało przeniesione w perfekcyjny sposób z książki. Grymasy twarzy, emocje, lęki. To wszystko, co jest tak ważne w tej powieści, znajduje swoje odzwierciedlenie w serialu za sprawą znakomitej gry aktorskiej tej dwójki. Sceny z udziałem Zandera, Aideena czy retrospekcje z wypadku Rylee, powodują gulę w gardle i łzy w oczach. A o scenie finałowej z domu Coltona w Malibu powiem Wam tylko tyle, że jest szokująca. Aż podskoczyłam z zaskoczenia, włosy na rękach stanęły mi dęba, a na mojej twarzy musiało malować się autentyczne przerażenie, bo tak właśnie się czułam. Casey przeszedł sam siebie, a jego gra aktorska, wyrażanie emocji, mimika twarzy, przebiły moje najśmielsze oczekiwania. Za tę scenę powinien dostać nagrodę. Kończyłam szósty odcinek serialu mając oczy wielkości pięciozłotówek, wypełnione łzami.

Ten serial, tak samo jak książka, to cały wachlarz emocji. Będziecie się śmiać, płakać, wzruszać, przeżywać wszystko wraz z bohaterami, odczuwać ich emocje, oczekiwać w napięciu na rozwinięcie wydarzeń i odczuwać namiętność i pożądanie wprost buchające z ekranu.

Było dosłownie kilka elementów, które są odstępstwami od książki. Przede wszystkim są to inne marki samochodów, niż te, którymi poruszali się Colton i Rylee. W jednej scenie Colton ma na sobie długie spodnie zamiast krótkich, co wynikało z konieczności maskowania wielkiego tatuażu na łydce Casey’a. Dużo prościej i szybciej było ubrać go w długie spodnie, niż przykrywać wszystko makijażem. Najbardziej odczuwalny był jednak brak piosenek konkretnych wykonawców w różnych scenach i w rozmowach smsowych pomiędzy Ry a Coltonem. Były one bardzo ważnym elementem w książce. Jak nie trudno się domyślić, wszystko wynikało z ograniczonego budżetu ekipy produkującej i wysokich kosztów za możliwość użycia co najmniej dwudziestu utworów popularnych wykonawców. Jeśli chcieliśmy by Colton jeździł prawdziwym samochodem z wyścigów Indy (a taki właśnie zagrał w serialu), to trzeba było pójść na pewne ustępstwa.

Mimo, że zabrakło oryginalnych piosenek z powieści, to te, które zostały napisane na potrzeby serialu, są jego perfekcyjnym dopełnieniem. Każdy utwór i jego tekst idealnie pasują do wydarzeń z danej sceny. Wystarczy wsłuchać się w tekst by poczuć ją jeszcze bardziej. Czekam niecierpliwie, aż Passionflix udostępni serialowy soundtrack, abym mogła go słuchać na okrągło.

Każdy odcinek, to kolejne rozdziały książki. Epizody trwają około trzydziestu minut, za wyjątkiem jednego, dwudziestominutowego. Już teraz macie je wszystkie dostępne od ręki, więc wystarczy tylko zarejestrować się na Passionflix.com i oglądać. Miesięczny koszt subskrypcji kosztuje tyle, co duża kawa z sieciowej kawiarni. A tu macie również dostęp do innych filmów tworzonych przez Passionflix. Nie ma tam tego jeszcze zbyt wiele, ale ta platforma tak naprawdę dopiero się rozkręca, a każdy subskrybent to kolejne szanse na ekranizacje i pozyskanie na nie środków. Im więcej subskrypcji z Polski, tym większa również szansa, na to, że pojawią się polskie napisy do filmów w opcjach do wyboru. W tej chwili dostępne są wyłącznie odcinki w oryginale. Można również włączyć opcję wyświetlania napisów angielskich w wersji dla osób niesłyszących. Jednak uwierzcie mi, dacie radę nawet ze słabą znajomością języka. Jeśli macie problem ze zrozumieniem dialogów, wystarczy sięgnąć po książkę, otworzyć ją na danym rozdziale i znaleźć scenę. Szybko zorientujecie się, co mówią do siebie aktorzy.

A czym właściwie jest Passionflix? To płatna platforma, na której możecie oglądać serialowe i filmowe ekranizacje popularnych powieści. Rejestracja na niej jest bardzo prosta. Wystarczy mieć kartę płatniczą (niekoniecznie kredytową), którą możecie dokonywać transakcji zagranicznych (większość banków ma to w standardzie konta). Koszt subskrypcji miesięcznej to 5.99$ (obecnie dostępne są kody promocyjne obniżające cenę do 3.99$ przez trzy miesiące). Kwota abonamentu zostanie Wam pobrana automatycznie z konta co miesiąc, chyba że ją zawiesicie, co można zrobić jednym kliknięciem. W panelu użytkownika macie również podaną datę, do kiedy macie opłacony abonament. Polecam, bo naprawdę warto.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do obejrzenia serialu. Passionflix szykuje się już do kolejnych ekranizacji książek. „Fueled” i „Crashed” zaplanowane są na lata 2019 i 2020, więc musimy na nie trochę poczekać, ale zdjęcia do nich mają rozpocząć się już na wiosnę.

Dajcie znać, czy już oglądaliście „Driven” a może dopiero planujecie to zrobić? Podzielcie się swoimi wrażeniami.

A dla tych, co jeszcze nie widzieli, zostawiam trailer serialu. Może Was tym zachęcę do obejrzenia całości.


 

Zdjęcia, plakat oraz trailer serialu pochodzą ze strony http://thedrivenmovies.com

 

  • Kate Ford

    Kiedyś sięgnęłam po książkę, ale mnie jakoś nie porwała… Po jakimś czasie zobaczyłam zwiastun serialu i naprawdę mnie zainteresowała historia Rylee i Coltona, więc czekałam na ekranizację. No i po pierwszym odcinku przepadłam <3 Casey Deidrick… Gdzie był przez te wszystkie lata? (jego stories na instagramie robią mi dzień) :P Ma cały pakiet bohatera romansów/erotyków! On jest Coltonem :O Po 3 odcinkach, które znalazłam gdzieś w zakamarkach internetów nie mogłam wytrzymać i wykupiłam subskrypcję na Passionflix :D Oglądam kilka razy w tygodniu, więc jakoś mi kasy nie szkoda. Po serialu sięgnęłam po książki i cieszę się, że dałam im drugą szansę :)

    • Ania Arek Gratkowscy

      Ale to nie jest żadna ściema???

    • O taaaaak !!!! Casey urodził się do roli Coltona, co do tego nie mam wątpliwości. Jest ucieleśnieniem postaci z kart książki. Nie tylko wizualnie, ale również jako odtwórca tej postaci. I też się zastanawiam, gdzie on się chował przez ten czas? :D U mnie subskrypcja cały czas aktywna, mimo że już po promocji ;)

  • Zuzia

    Witam chciałabym się zarejestrować na pasionflixie ale tylko na miesiąc i chciałam zapytać jak zrezygnować z konta bo nie umie znaleźć żadnej instrukcji kiedy i jak zrezygnować chciała bym tylko 1 miesiące opłacić czy mogła by mi Pani powiedzieć jak się za to zabrać? Pozdrawiam

    • Wystarczy w swoim profilu wejść w opcję „Subskrypcja” i kliknąć „Cancel Subscription”. Wtedy zostanie anulowana subskrypcja wraz z końcem miesiąca, na który została wykupiona. Kasia