Przedpremierowy pokaz: „Kapitan” – Robert Schwentke

19 marca bieżącego roku odbył się przedpremierowy seans nagradzanego i docenianego filmu Roberta Schwentke „Kapitan”, na który zostałyśmy zaproszone przez dystrybutora, Aurora Films. Pokaz filmu miał miejsce w kameralnym, klimatycznym kinie Elektronik na warszawskim Żoliborzu. Film będzie można zobaczyć w kinach już od 22 marca.

Tragizm i wynaturzenia wojny w kinematografii ukazano już teoretycznie w każdy możliwy sposób. Powstały między innymi: „Życie jest piękne”, „Idź i patrz”, „Kanał” czy też „Bękarty wojny”. Celowo przytaczam filmy zupełnie spolaryzowane – mimo różnie podjętego motywu przewodniego, bazę wszystkich stanowi tragizm. Przykłady przedstawień można mnożyć dowolnie. „Kapitan” wzbogaca pojęcie o potworności i postrzeganie o dodatkowy pryzmat. To kolejna historia, która rozszerza świadomość dramatu wojny jednocześnie dotkliwie prezentując proces atawizmu deprecjonujący wartość człowieka per se.

 

„Sytuacja jest taka, jaką sobie stworzysz”

Ostatnie tygodnie II wojny światowej, terytorium Niemiec. Młody niemiecki żołnierz (Max Hubacher) desperacko ucieka przed ścigającymi i próbującymi go ustrzelić z samochodu kamratami. Jeden gra na trąbce, w tle majaczy butelka alkoholu, pozostali celują. Już pierwsze sceny wzbudzają osobliwe napięcie i zapowiadają psychozę, która stała się udziałem walczących na froncie. Po niedługim czasie zbieg znajduje pozostawione auto, a w nim mundur hitlerowskiego kapitana Luftwaffe. Przywdziawszy go względnie szybko przyjmuje tożsamość nie tylko właściciela uniformu, ale też uprzywilejowanych oprawców, przed którymi wcześniej ukrywał się. Oto Willi Herold stopniowo oddaje się zezwierzęceniu. Z bohatera, który początkowo wzbudzał empatię, staje się antybohaterem. By ocalić swoje życie, pozbawia go innych. Jednakże wewnętrzna degrengolada i szaleństwo postępują dalej. Herold zabija również z obawy o podważenie swojej kreacji, z próżnej wygody, potrzeby aprobaty oraz docenienia.

 

Inter arma enim silent leges/ W czasie wojny milczą prawa

Zlękniony człowiek przeradza się w kata, który pod pozorem niemal nieograniczonych uprawnień rzekomo przyznanych przez Hitlera, wraz ze swą samozwańczą gwardią dokonuje czystki w obozie karnym, po czym przemieszcza się dalej, by w imię wypaczonych idei siać pożogę.

Uderzające i istotne jest obnażenie rzeczywistej małości i zawziętości kapitana: stara się nie brukać bezpośrednio siebie zabójstwami, zlecając je innym. Gdy szeregowy Freytag (Milan Peschel) wymownie patrzy na samozwańczego zwierzchnika nie rozumiejąc skali bezsensownego okrucieństwa, Herold z satysfakcją rozkazuje mu dobić rzężących więźniów, odbierając resztę godności i etyki, zrównując z pozostałymi zwyrodnialcami.

Poprzez mordy i inne bestialstwa wymierza irracjonalną, urojoną sprawiedliwość. Moralność została porzucona na skraju lasu, wraz z wcześniejszym odzieniem i osobowością, zaś wszelkie prawa zostają zaprzepaszczone.

 

„Kilka kłamstw, małych, dużych”

Ostateczne odkrycie tożsamości i faktycznego, niskiego stopnia w hierarchii wojskowej Herolda nie pozbawia postaci animuszu. W wojennym obłąkaniu autentycznie nabrał przekonania o słuszności podejmowanych przez siebie oszustw i masakr.

Film Schwentke wstrząsa kompleksowo: przemawia nie tylko oparta na faktach historia tytułowego kapitana, ale także poszczególne, nasycone szaleństwem sceny, które – jeśliby na moment unieruchomić – przywołują na myśl fotografie bądź obrazy malarskie skupiające w sobie wszystkie przymioty estetycznej groteski. Oszczędne, współgrające z grozą dźwięki i ograniczona, a mimo to posiadająca niesłychaną głębię kolorystyka wwiercają się w umysł. Dawno nie doświadczyłam tak silnego oddziaływania ze strony czarno-białego obrazu.

Warto zaznaczyć, że „Kapitan” powstał w kooperacji z polską wytwórnią filmową Opus Film i z wkładem pracy rodzimych profesjonalistów. O ile w czołówce aktorskiej obsady wymieniony jest Waldemar Kobus, o tyle z niewiadomych i zupełnie nieuzasadnionych przyczyn brakuje nazwiska Kordiana Rekowskiego.

Doskonałym zabiegiem było poprowadzenie epilogu w kierunku obecnych czasów. Wolność interpretacyjna pozwala mi wysnuć wniosek, iż choćby pozorne przyznanie bądź przywłaszczenie władzy przez pewne grupy (przy akceptacji lub braku sprzeciwu pozostałej części społeczeństwa) kreuje margines wielu nadużyć, które swobodnie znajdują zastosowanie wobec „niższych”, „gorszych”. To, niestety, prawidło ponadczasowe.

 

Za możliwość obejrzenia i zrecenzowania filmu dziękujemy:


Zamieszczone w tekście cytaty pochodzą z filmu.