O wieczności i wietrzności wspomnień – „Zwierciadło” Andrieja Tarkowskiego

Źródło: www.filmweb.pl

„Zwierciadło” Andrieja Tarkowskiego stanowi piękną i sentymentalną retrospekcję życia umierającego człowieka. Mimo osobistego i autobiograficznego obrazu dzieło ma wymiar uniwersalnej przypowieści o życiu, w której odnaleźć się może każdy, kto potrafi patrzeć nie tylko oczyma, ale i sercem.

 „Na świecie śmierci nie ma”. Gdzieś między kuchnią a dużym pokojem w domu rodzinnym, gdy niewczesnym, zimowym wieczorem wróciłam z uczelni, między odgrzewanym w garnku obiadem a kanapą, liryczny głos unieważnił istnienie śmierci, po czym zniknął zastąpiony informacjami o pogodzie na innym kanale. Z uporem wariata i niesłychaną wewnętrzną potrzebą zaczęłam szukać zapamiętanego aksjomatu. Bezskutecznie.

Kilka lat później poznałam człowieka, którego spotkałam zaledwie raz, w mieście, do którego nigdy wcześniej i później nie pojechałam, a jednak zapamiętałam tę jednorazową przygodę na zawsze. Napotkany mężczyzna powiedział mi o pewnym filmie z gatunku tych, które warto zobaczyć. Podążając za sugestią, którymś z późnych, jesiennych wieczorów zobaczyłam najpiękniejsze, najbardziej wzruszające poetyckie dzieło filmowe. Jego narrator cytując wiersz swego ojca skonkludował: „na świecie śmierci nie ma”. Było to „Zwierciadło” Andrieja Tarkowskiego.

Obraz rosyjskiego symbolisty stanowi zbiór odłamków sytuacji, osób i czasów. Jak w każdym z nas: opadłe gdzieś na dno duszy i poza obszar pamięci, gdy zostaną wzięte pod lupę, wyjaśniają nasze wybory, tłumaczą poczynania, pokazują najskrytsze, pozornie banalne tęsknoty. Zespolone stanowią o jestestwie, ukazują witraż: zniekształcające postrzeganie lustro. Każde skupienie uwagi na poszczególnym okruchu, części składowej, rzutuje na nieco inne widzenie i pojmowanie całości.

Fabuła „Zwierciadła”, choć nie zawiera osi, do której oglądający mógłby odwołać się opuszczając 10 minut seansu, opiera się na trzech zaznaczonych okresach życia bohatera. Dodatkowo nie posiłkuje się wartką akcją, jednakże wchłania obserwatora doszczętnie.

Mimo rzeczywistego zaburzenia chronologii czasu i zdarzeń widz – świadek osobliwego curriculum vitae otrzymuje harmonijną wizję. Wszystkie ukazane, wyselekcjonowane wydarzenia posiadają swój szerszy oddźwięk i pociągają za sobą konsekwencje, których echo wybrzmiewa już przez całe życie.

Istota autobiograficznej spowiedzi autora sprowadza się do prologu. Słowa: „mogę mówić swobodnie” rozpoczynają wyzwolony dzięki hipnozie, niczym nieskrępowany i swobodny przepływ wielowymiarowych myśli. Somnambuliczne wizje niekiedy ukazujące rustykalne, utęsknione dzieciństwo, innym razem serwujące koszmarne przebłyski wojny  potęgowane oszczędnością i prostotą wyrazu, przeplatają się. Zgodnie z prawem marzeń sennych i wspomnień przyprawiają niektórym twarze szczególnie wrytych w pamięć innych osób. Nie ma jednak chaosu w tym traktacie, przeciwnie – sentyment i refleksja znakomicie pełnią funkcję spoiwa.

Zaskakujący, a zarazem zupełnie logiczny jest odkryty po seansie wniosek dotyczący dwoistości historii: przeżywamy chwile, lub w szerokim pojęciu całe życie niekiedy bez zdolności czy potrzeby kontemplacji. Wracamy pamięcią, odtwarzamy z perspektywy przeszłości ze zrozumieniem, ale i nierzadko z żalem za tym, co utracone.

Sądzę, że jeśli świadomy bliskości śmierci człowiek miałby sposobność odbić w szkle, w tytułowym zwierciadle clou swego żywota (nie bacząc na treści je wypełniające), obraz miałby formę zbieżną do filmowej.

Opowieść Tarkowskiego postrzegam jako arcydzieło, które poprzez oglądanie po prostu odczuwa się. Filozoficzna klisza odwołuje się wprost do wrażliwości, przemawia do głębi. Paleta emocji, które nieskrępowanie wraz z kadrami przepływają przez odbiorcę: tęsknoty, braku, goryczy nie powinien stanowić jednak o odbiorze filmu jako utworu przygnębiającego. Na drugiej szali, dla przeciwwagi, należy umieścić niewymowny spokój, również nasycenie liryzmem wypowiedzianych słów i poruszającej muzyki klasycznej. Efektem tej osobliwej, intymnej podróży niewątpliwie jest katharsis widza, biernego towarzysza podróży. Dodając do owego oczyszczenia myśl, iż „na świecie śmierci nie ma”, pomimo że część wspomnień wywietrzeje, a inne poddane zostaną odkształceniom (jeśli tylko zechcemy), możemy otrzymać doskonałą świadomość: wciąż jeszcze mamy czas stanowić nasze życie tak, by kompletne, odbite w lustrze stanowiło najpiękniejszą arię. Od jej jakości zależeć będzie wieczność przechowywana w innych bądź wietrzność.