Filmowa propozycja – „Sierpień w hrabstwie Osage”

sierpień w hrabstwie osage1Wreszcie obejrzałam produkcję, która tak przykuła moją uwagę w zeszłym roku. Od początku film „Sierpień w hrabstwie Osage” zaintrygował mnie, ale teraz, cieszę się, że obejrzałam go w domowym zaciszu, a nie w kinie – dzięki temu mogłam sobie bezwstydnie popłakać. Filmy, na których płaczę zostają mi na długo w pamięci – może dlatego, że nie ma ich zbyt wiele.

„Sierpień w hrabstwie Osage” to film wyreżyserowany przez John’a Wells’a, do którego scenariusz napisał Tracy Letts, co już wygląda obiecująco, albowiem obaj panowie mają na swoich kontach sporo udanych projektów filmowych, a sam Tracy Letts za scenariusz „Sierpień w hrabstwie Osage” otrzymał nagrodę Pulitzera w 2008 roku. Oczywiście przy wyborze filmu kierowałam się bardzo obiecującą obsadą, wśród której znajdziemy Meryl Streep oraz Julię Roberts. Obie nie raz udowodniły, że posiadają talent, doskonały warsztat aktorski, a ponadto odnajdują się w najróżniejszych rolach i nie boją się zaprezentować swoich kreacji. Za role w „Sierpień w hrabstwie Osage” Streep i Roberts dostały nominacje do Oskara oraz sześciu innych znaczących nagród, co, po obejrzeniu filmu, uważam za bardzo sprawiedliwe – jak również to, że żadna z nich jednak nie wygrała. Reszta aktorów również została doceniona: Ewan McGregor, Chris Cooper, Julianne Nicholson,  Juliette Lewis… To jeden z tych filmów, a którym żadna z postaci nie została potraktowana po macoszemu i akcja nie toczy się tylko wokół garstki najważniejszych bohaterów. Dzięki temu każdy bohater miał wystarczająco dobrze zarysowane sylwetki psychologiczne, a każdy aktor miał swoje przysłowiowe pięć minut na pokazanie tego co potrafi (i moim zdaniem nikt nie zawiódł). Każdy bohater filmu był istotny w kontekście pokazania relacji rodzinnych – i to się udało twórcom tej produkcji.

Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach.

Film w mocno sarkastyczny sposób opowiada o relacjach rodziny, w której główne skrzypce gra Violet Weston (Meryl Streep) oraz jej trzy córki Barbara (Julia Roberts), Ivy (Julianne Nicholson) oraz Karen (Juliette Lewis). Cała rodzina zjeżdża do rodzinnego domu w hrabstwie Osage w obliczu zniknięcia pana domu i głowy rodziny. Widzowie mają okazję obserwować groteskowość Violet, która zmagając się z rakiem przełyku, uzależniła się od leków przeciwbólowych i praktycznie została przez nie zdominowana, co przekłada się na niekorzystnie jej relacje z córkami. Na szczęście walka z rakiem nie staje się główną bohaterką filmu „Sierpień w hrabstwie Osage”, dzięki czemu film nie stał się miałką i patetyczną historią. Ten wątek schodzi niejako na drugi plan i nie napędza on całej akcji filmu. Bez trudu rozpoznajemy w Violet urodzoną zołzę, która od zawsze „tylko mówi innym prawdę” czym latami raniła swoich najbliższych do tego stopnia, że wszyscy pouciekali z domu rodzinnego i niechętnie tam wracają. Złośliwości Violet przeplatają się z osobistymi tragediami jej córek i najbliższej rodziny, która nie może liczyć na współczucie ze strony chorej.

Oglądając zwiastun filmu miałam wrażenie, że będzie to produkcja trochę bardziej komediowa niż dramatyczna. Jak się później okazało, niemal wszelkie momenty komediowe, zostały przedstawione w zwiastunie, niepokazany został tylko i wyłącznie dramat. W dodatku bardzo przygnębiający. Najbardziej dramatyczną i zapadającą w pamięć jest postać Violet. Meryl Streep była bardzo groteskowa w swojej roli – sztuczna, czarna i potargana peruka, opętany wzrok, mnóstwo zmarszczek oraz karykaturalne zachowanie osoby, która postradała zmysły. Momentami była aż nadto przerysowana, ale być może dzięki temu właśnie postać Violet wzbudzała we mnie nie tylko niechęć, ale też współczucie – wszak była osobą niezwykle samotną i doświadczoną przez życie. Po obejrzeniu filmu zaczęłam się zastanawiać, czy nawet uzasadniony żal i współczucie wystarczą, by znosić takie zachowania, jakie prezentowała Violet wobec członków swojej rodziny: ciągłe docinki i złośliwości, ale też ataki osobiste poniżej pasa. Finał filmu jasno pokazuje, że wcale niekoniecznie i to nasza decyzja czy chcemy być samotni czy jednak nie. Po jego obejrzeniu, chciałam go natychmiast zarekomendować kilku osobom – trochę ku przestrodze.

Aktorska batalia.

To co napisałam na początku o całej obsadzie, która mogła pokazać na co ją stać jest prawdą, ale nie da się nie zauważyć tego, że dwie aktorki wybitnie przykuwają uwagę widza – mowa tu o Streep oraz Roberts, które rywalizują ze sobą w filmie jako matka i córka, ponieważ są do siebie podobne, ale też jako aktorki (co potwierdzają też chociażby wszystkie nominacje). Która z nich była lepsza w „Sierpniu w hrabstwie Osage”? Obie były genialne, ale mimo wszystko talent Meryl Streep zmiażdżył Julię Roberts, która zagrała dość przewidywalnie i nawet pomimo żywiołowej ekspresji wypadło to dość płasko i bladło przy kunszcie aktorskim Meryl. Obie dostały tyleż samo nominacji i żadna z nich nie wygrała, co dobitnie pokazuje, że rywalizacja była bardzo zażarta i bardzo trudno jest ocenić na czyją korzyć przechylała się szala zwycięstwa. Jednak nie zaryzykowałaby stwierdzenia, że Roberts zagrała tak samo dobrze jak Streep, chociaż również była świetna. Streep kiedy gra to powala na kolana, a Roberts co najwyżej gra bardzo dobrze. Obie w pełni zasłużyły na wszystkie nominacje, ale dobrze, że żadna z nich nie wygrała – godne to i sprawiedliwe.

„Sierpień w hrabstwie Osage” poleciłabym osobom, które cenią kunszt aktorski, zgrabnie i przekonująco napisany scenariusz oraz tematykę mniejszych lub większych rodzinnych dramatów, których doświadczył chyba każdy z nas. Film jest smutny, ale należy do tych produkcji, które skłaniają do przemyśleń – nad sobą i nad innymi, a także nad naszymi relacjami z bliskimi.

Źródła grafiki: Filmweb oraz Film Interia.

  • Ali

    Dziękuję za tą recenzję, zawsze sięgam po kryminały / thrillery a tutaj zostałam skutecznie zaciekawiona :)