Hugh Lofting „Doktor Dolittle i jego zwierzęta”

Myślę, że doktora Jana Dolittle’a nie muszę nikomu przedstawiać. Międzynarodowa sława jedynego człowieka, który potrafi rozmawiać ze zwierzętami jest ponadczasowa. Ponieważ do tej pory widziałam różne wersje filmowe, a książki nie czytałam, razem z dzieckiem postanowiliśmy odnieść się do tego, ile wspólnego ma Eddie Murphy jako doktor Dolittle do postaci, którą wykreował Hugh Lofting. Zapraszam do recenzji książki „Doktor Dolittle i jego zwierzęta”!

Już po pierwszych stronach od razu zauważyliśmy, że poznamy zupełnie nową opowieść pełną niespodzianek. Teraz, kiedy już jestem po lekturze, widzę, jak wiele straciłam nie sięgając po nią wcześniej! Książkowy bohater przeżywa dużo bardziej zwariowane przygody, choć czasem pewne rzeczy mnie dziwiły, przykładowo rozdawanie zwierzętom do jedzenia mielonki, kiedy wśród nich była świnka albo wizyty u masarza. Ale to jedynie moje spostrzeżenie, pięciolatek nie zorientował się, że coś jest nie tak.

Doktor Dolittle w Afryce

Kiedy poznajemy Jana Dolittle leczy ludzi, jest w tym znakomity, jednak ma dużą słabość do zwierząt. W jego domu pojawiają się kolejni futerkowi, pierzaści i łuskowi mieszkańcy, a to zniechęca pacjentów. Kiedy zaczyna doskwierać mu bieda, jego mówiąca papuga namawia, by nauczył się języka zwierząt. Byłby pierwszym człowiekiem potrafiącym rozmawiać ze zwierzętami. Doktor postanawia pilnie się go uczyć, a już wkrótce zyskuje popularność jako weterynarz. Po tym jak dostaje wiadomość o tym, że małpy w Afryce chorują i umierają, zabiera kilka zwierząt i wyrusza w podróż, a tam czekają go kolejne przygody…

„- Nigdy więcej żaden biały człowiek nie będzie podróżował przez ziemie Jolliginki – Następnie władca zwrócił się do stojących obok niego czarnoskórych mężczyzn i rzekł: – Zabierzcie tego uzdrawiacza z wszystkimi jego zwierzętami i zamknijcie w najpilniej strzeżonym więzieniu.

Sześciu ludzi pochwyciło więc doktora i jego towarzyszy. Cała gromadkę wtrącono do kamiennego lochu. Było tam tylko jedno okienko – wysoko pod sufitem i w dodatku okratowane, a drzwi okazały się bardzo grube i mocne”.

Dla czytelników małych i dużych

Jak wspomniałam czytając książkę miałam wrażenie, że historię lekarza rozmawiającego ze zwierzętami poznaję od nowa. Dzięki temu lektura była jeszcze bardziej wciągająca. Smaczku dodaje fakt, że wydanie, którym dysponuję zostało uzupełnione o przyjemne ilustracje. Myślę, że zagłębienie się w ten tytuł to doskonała rozrywka dla dzieci małych, dużych i bardzo dużych.


Za książkę do recenzji dziękujemy: