Erasmusowskie perypetie — wyspa La Reunion

La ReunionZapraszam na ostatnią już część z cyklu „Erasmusowskie perypetie”. Mam nadzieję, że kogoś z Was studenckie wyjazdy dziewczyn zainspirowały do wyjazdu „w nieznane” i  przygody życia. Jeśli macie jeszcze jakieś wątpliwości dotyczące programu Erasmus+ to na stronie www.erasmus.org.pl znajdziecie wszystkie potrzebne informacje. Tymczasem zapraszam do zapoznania się z Antoniną, która Erasmusa spędziła na malowniczej wyspie położonej na Oceanie Indyjskim, niedaleko Madagaskaru.


Antonina Bogdanowicz — W ramach programu Erasmus spędziła 5 miesięcy na wyspie La Reunion,reunion3 która jest departamentem zamorskim Francji. Obecnie przebywa w Danii i kontynuuje naukę na studiach magisterskich Master in International Tourism and Leisure Management. Więcej o jej podróżach możecie przeczytać na blogu Antonita.pl.

Wiedziałam, że na studiach wyjadę na wymianę studencką odkąd mój szwagier (wtedy jeszcze nie szwagier) wyjechał w ramach programu Erasmus do Włoch, prawdopodobnie jako jedna z pierwszych osób. Ja byłam wtedy w gimnazjum albo na początku liceum. Nie musiałam się specjalnie decydować, bo z góry założyłam, że na studiach wyjadę na Erasmusa. Kiedy przyszła odpowiednia dla mnie pora (drugi rok studiów) złożyłam aplikację i dostałam stypendium. W tamtym czasie studiowałam turystykę i rekreację na jednej z poznańskich uczelni i wewnętrznie czułam, że wyjazd na studia za granicę, poznanie nowych ludzi, nowej kultury, nauka języka pozwoli mi się rozwinąć i będzie super przygodą. Na Erasmusie dołączyłam do grupy na kierunku Gestion des Activites Touristiques na Universite de la Reunion.

reunion6Erasmusowskie przygody zaczęły się kilka chwil po zejściu z pokładu samolotu. Mój telefon nie miał zasięgu. Taksówki, które uniwersytet miał załatwić, w ogóle się nie pojawiły. Do akademika podwiozło mnie małżeństwo poznane w samolocie. Biuro w akademiku było już zamknięte bo był to piątek po godzinie 13:00, nie mogłam więc się zakwaterować. Poziom akademików okazał się bardzo zróżnicowany, ja trafiłam do takiego „o średnim standardzie”. Jedna kuchnia i lodówka na całe piętro (jakieś 30 pokoi), do tego koedukacyjne toalety i prysznice.  Przygody były też oczywiście na uczelni. Mój wydział znajdował się w centrum miasta, musiałam codziennie jeździć autobusem ok. 30 minut w jedną stronę. Osoba nadzorująca Erasmusowców była bardzo stanowcza i wmawiała nam, że musimy chodzić na wszystkie zajęcia, co było nieprawdą. Musieliśmy iść na skargę do głównego biura Erasmus na uczelni, po interwencji przemiłej pani z dziekanatu udało nam się i nie musieliśmy chodzić na wszystkie przedmioty.

Najmilej wspominam starsze małżeństwo, które poznałam w samolocie. Siedzieliśmy obok siebie przez dziesięć godzin lotu, zagadali do mnie już chwilę po starcie. Okazało się, że wracają z Kanady, gdzie studiuje ich córka. Przejęli się moim losem, że lecę sama, tak daleko żeby studiować. Zostawili mi swój adres i numer telefonu, żebym mogła się z nimi skontaktować i odwiedzić. Po wylądowaniu podwieźli mnie na kampus uniwersytecki i zaczekali aż dostanę pokój w akademiku. Odwiedziłam ich jakiś czas później, miałam okazję zobaczyć jak wygląda typowy dom na La Reunion i skosztować lokalnych przysmaków.

reunion4

Jeśli chodzi o przedmioty to wybierałam je sama z listy przedmiotów obowiązujących na kierunku i wydziale, do którego zostałam przypisana. Były one nisko punktowane (punkty ECTS), dlatego wybrałam też przedmioty organizowane specjalnie dla Erasmusowców. Te przedmioty (język francuski, kultura i środowisko La Reunion) były  lepiej punktowane i ciekawsze od tych oferowanych przez mój biznesowo-ekonomiczny wydział. Ogólnie miałam około dziewięciu przedmiotów, łącznie dających 32-33 punkty ECTS, zajęcia odbywały się od poniedziałku do piątku rano i popołudniu. Na moim wydziale sprawdzana była obecność – w semestrze można było mieć tylko 3 nieobecności, jednak na głównym kampusie nie było to aż tak rygorystyczne.

Warunki zaliczenia nie odbiegały  od tych obowiązujących na polskich uczelniach: trzeba było chodzić na zajęcia, a następnie podejść do egzaminu, najczęściej pisemnego. Wszystkie egzaminy, do których podeszłam na La Reunion, zdałam na całkiem wysokim poziomie, co mnie miło zaskoczyło. Co z taryfą ulgową? Osobiście spotkałam się z niewielką taryfą ulgową. Sytuacja w stylu „jadę do Francji, ale nie umiem mówić po francusku” w ogóle by nie przeszła. Wszystkie zajęcia odbywały się wyłącznie po francusku. Na moim wydziale (École Universitaire de Managenent) niektórzy wykładowcy podkreślali nawet, że „jeśli przyjeżdżacie do Francji na wymianę, to musicie bardzo dobrze mówić po francusku”. Ja i pozostali Erasmusowcy z mojej grupy pracowaliśmy równie ciężko jak nasi znajomi z Reunionu. Nie omijały nas prace w grupach czy prezentacje po francusku przed całą salą.

reunion8La Reunion wybrałam tak naprawdę przez przypadek. Nastawiałam się na Erasmusa w Hiszpanii, przy aplikacji wybrałam dwa hiszpańskie uniwersytety. W liceum uczyłam się francuskiego, pomyślałam więc, że wybiorę jeszcze Francję, żeby zwiększyć moje szanse (bo Hiszpania była rozchwytywaną Erasmusową destynacją). Mój uniwersytet miał dwie umowy z francuskim departamentami zamorskimi: Martyniką i La Reunion. Pomyślałam, dlaczego nie? Mogę zaszaleć, i tak pewnie mnie nie wybiorą i pojadę do Hiszpanii. Jakież było moje zdziwienie, gdy w pierwszej turze przyznano mi miejsce na Universite de La Reunion. Był szok, niedowierzanie, a potem ekscytacja i trochę stresu. Hiszpania jest fajna, Skandynawia też (ale droga, no i nie mogłabym wykorzystać hiszpańskiego ani francuskiego), Niemcy nie wchodziły w grę bo niemieckiego uczyłam się tylko w gimnazjum. Francja metropolitarna też jest niczego sobie, ale La Reunion skradł moje serce gdy po raz pierwszy wpisałam tę nazwę do wyszukiwarki. Pomyślałam, że Erasmus w takim nietypowym i odległym miejscu to może być naprawdę super przygoda.

Erasmusa polecam wszystkim. Krążą opinie, że Erasmus to wieczne imprezy, niechodzenie na zajęcia i obijanie się na plaży. Owszem, jest to część tego życiowego doświadczenia, ale jest też druga strona, kompletnie inna. Erasmus uczy samodzielności, daje niesamowitą pewność siebie – jedziesz sam/sama, do obcego kraju, nikogo nie znasz, język znasz jako-tako i nagle musisz sobie ze wszystkim poradzić: załatwić mieszkanie, sprawy w dziekanacie po francusku, nawiązać nowe znajomości.reunion9

Już samo przebywanie z Erasmusowcami otwiera umysły, uczy szacunku do odmienności drugiego człowieka. Dołóż do tego projekty robione w grupie, w której każdy pochodzi z trochę innego kręgu kulturowego. Dzięki Erasmusowi możemy nauczyć się otwartości i zrozumienia dla innych kultur. Wiele osób o tym nie myśli, ale takie doświadczenie może przydać się w przyszłość np. podczas szukania pracy.

Na La Reunion czas wolny to najlepszy czas dla Erasmusowców. Uniwersytet ma szeroką ofertę zajęć dodatkowych i stowarzyszeń. Są zajęcia sportowe, np. piłka ręczna czy taniec. Można zapisać się do studenckiego stowarzyszenia i brać udział w ciekawych i tanich wyjazdach lub korzystać z zajęć sportowych ze zniżką (np. lekcje surfingu). Na uniwersytecie jest „kółko cyrkowe”, „kółko fotograficzne” i wiele, wiele innych. Warto brać w nich udział, bo to świetna okazja nie tylko do ćwiczenia francuskiego, ale też do nawiązywania kontaktów z tubylcami.

W wolnym czasie trzeba też oczywiście zwiedzać.  Na La Reunion punktem obowiązkowym jest objazdówka dookoła wyspy i podziwianie niezwykłych krajobrazów czy wędrówka na aktywny wulkan Piton de la Fournaise. Na wyspie jest kilkadziesiąt szlaków pieszych, warto wspiąć się na najwyższy punkt wyspy Piton des Neiges i podziwiać wschód słońca. Do tego dochodzą cudowne plaże, idealne na weekendowy wypoczynek, można wziąć lekcje surfingu czy nurkowania. Z La Reunion można też polecieć na krótkie wakacje na Mauritius lub Madagaskar.

***

I jak, przekonani do Erasmusa? :) Pamiętajcie, to może być przygoda waszego życia! Nie obawiacie się sami wyjechać w nieznane, bo taki wyjazd otworzy was na świat, na innych ludzi i kultury, Zdobędziecie nowe doświadczenia, przeżyjecie wspaniałe przygody i poczujecie, że najlepsze dopiero przed wami.

 

*zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Antoniny Bogdanowicz